Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Majer Wolanowski (1844-1900)

Polski przemysłowiec i fabrykant, pochodzenia żydowskiego. Ojciec Jerzego Wolanowskiego, pradziad "po kądzieli" Julii Kon, Elżbiety Wassongowej, Ireny Sawickiej i Lucjana Wolanowskiego.

.

.

Urodzony w 1844 r., zmarł 13 lipca 1900 r. w Warszawie. W połowie XIX wieku przyjechał do stolicy z Radomskiego, gdzie jego ojciec posiadał niewielką fabrykę okuć budowlanych. W 1858 roku założył sklep wyrobów żelaznych przy Placu Grzybowskim. W 1863 r. przebywał w Westfalii, poznając tamtejszy przemysł hutniczy i przetwórczy.

Swą pierwszą fabrykę założył w 1874 r. przy nieistniejącej dziś ul. Gęsiej w Warszawie (obecnie ul. Anielewicza), produkując w niej drut, gwoździe i tekturę dachową. Surowce do produkcji sprowadzał z Nadrenii, a po sukcesywnym wprowadzaniu ceł protekcyjnych przez Rosję, korzystał z surowców nowo budowanych hut w Zagłębiu Dąbrowskim (m.in. z huty "Puszkin", późniejszej "Staszic" w Sosnowcu).

Wkrótce potem przeniósł działalność do nowo zbudowanej fabryki przy ul. Gęsiej 81, rozbudowanej później na sąsiedniej posesji, przy, również nieistniejącej dziś, ulicy Glinianej 5. Rozszerzył produkcję na wyroby na potrzeby kolei żelaznych, telegrafu, telefonów, a także łańcuchy, śruby i mutry. Pod koniec XIX wieku wspólnikiem Majera został jego syn Jerzy. 

W 1898 r. fabryka weszła w spółkę z konsorcjum banków i przemysłowców z Belgii, w 1899 roku, pod nazwą "Boulonneries et Trefilleries de Varsovie (ancien etablissements M. Wolanowski)" wyemitowała akcje na okaziciela (action au porteur - w pełni opłacone) oraz świadectwa założycielskie (part de fondateur) na łączną sumę 5500000 franków belgijskich. Zarówno ta decyzja, jak i rozwój telegrafu i kolei w Rosji doprowadziły do olbrzymiego rozwoju fabryki, zahamowanego na jakiś czas śmiercią Wolanowskiego.

.

.

.

Sama fabryka działała do 1939 r., w 1944 jej budynki spalono, obecnie na jej terenie stoją bloki mieszkalne, a teren dawnych hal produkcyjnych przecina ulica Esperanto.

Majer Wolanowski zmarł w wyniku następstw katastrofy kolejowej pod Warszawą (dzisiejsza dzielnica Włochy), której uczestnikiem był także pisarz Władysław S. Reymont. Reymont, jako poszkodowany w wypadku, był też świadkiem śmierci Wolanowskiego w warszawskim Szpitalu Praskim. Wolanowski pochowany został w alei głównej Cmentarza żydowskiego przy ul. Okopowej w Warszawie (aleja główna, kwatera 71).

.

Nagrobek Majera Wolanowskiego na Cmentarzu żydowskim przy ul. Okopowej
- Warszawa, 7 czerwca 2007 r.
(Fot. Mariusz Kubik)
.

.

Do Wolanowskiego należała jedna z najbardziej znanych, istniejących dotąd warszawskich kamienic przy ul. Próżnej 14 (róg Placu Grzybowskiego).

.

.

Kamienica przy ul. Próznej 14 w Warszawie - fotografie sprzed II wojny światowej
(Fot. Archiwum)

.

Kamienica Majera Wolanowskiego - stan obecny - Warszawa, 27 lipca 2006 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

.

 

.

*   *   *

„Świat. Pismo tygodniowe ilustrowane”
Rok XIX, nr 8 / Warszawa, 23 lutego 1924 r.

Dobrze zasłużony jubileusz 50-lecia istnienia
warszawskiej Fabryki Śrub i Drutu J. Wolanowski Sp. Akc.

.

Pierwsza strona artykułu z tygodnika "Świat"
(Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)

.

Półwiekowy jubileusz istnienia święci w roku bieżącym jeden z większych krajowych metalurgicznych zakładów przemysłowych, Warszawska Fabryka śrub i drutu, J. Wolanowski, Spółka Akcyjna. Historja jego wiąże się ściśle z rozwojem naszego krajowego przemysłu, wiąże się również z rodziną pp. Wolanowskich, pod kierownictwem których, przechodząc z ojca na syna, fabryka pozostawała od pierwszych chwil swego zaczątku po dzień dzisiejszy.

.

Jerzy Wolanowski (1865-1933)
(Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)

.

Założycielem fabryki był M. Wolanowski, self-made man najlepszego typu, obdarzony żelazną wytrwałością i energją oraz wielką zdolnością inicjatywy. Urodził się w ziemi Radomskiej, w tej kolebce przemysłu metalurgicznego polskiego, gdzie ojciec jego, także jeden z pionierów polskiego przemysłu, założył i prowadził w pierwszej połowie ubiegłego stulecia jedną z pierwszych fabryk okuć budowlanych. Przedsiębiorstwo zawiodło oczekiwania, jak to często zdarzało się w owych czasach inercji przemysłowej i słabego zainteresowania. Po śmierci ojca M. Wolanowski przywędrował jako młody chłopiec do Warszawy. Odtąd rozpoczyna się jego karjera, iście w amerykańskim stylu, niestety hamowana ustawicznie ogólnemi trudnościami życia społecznego i ekonomicznego, które przez długie lata przemożnie ciążyły nad Polską.

.

.

Po przybyciu do Warszawy młody M. Wolanowski, pozbawiony wszelkich zasobów materjalnych, znalazł na początek zajęcie u jednego z kupców branży żelaznej, dawnego odbiorcy fabryki ojca. Ale nawet stanowisko kierownika cudzego przedsiębiorstwa nie zaspakajało jego ambicji i dążeń twórczych. To też już w r. 1858, opierając się na niewielkich uciułanych oszczędnościach, rozpoczyna samodzielną pracę zakłada własny sklep wyrobów żelaznych w centrum tego handlu w Warszawie, na placu Grzybowskim.

Ogarniając bystro przedsiębiorczym umysłem sytuację handlu żelaznego w Polsce, zrozumiał rychło konieczność stworzenia tej gałęzi przemysłu w kraju, celem uzależnienia się od zagranicy. Bowiem rodzima wytwórczość była bardzo nikła, a chociaż w Rosji otwierał się zyskowny targ, wszelkie korzyści zagarniała Anglja a głównie Niemcy, zalewając cały targ swoim importem.

.

.

Warunki polityczne były jednak pod każdym względem niepomyślne, rok 1863 sprowadził na kraj falę represji, utrudniając każdą pracę. Nie tracąc jednak z oczu wytyczonego celu, przygotowywując się do zrealizowania go, M. Wolanowski udaje się w r. 1865 do Westfalji, aby w tym przemysłowem ognisku Europy środkowej zapoznać się szczegółowo i gruntownie z hutnictwem oraz ze związanemi z niem przemysłami przetwórczymi. Powrócił do kraju z gotowymi projektami, lecz realizacja ich okazała się jeszcze niemożliwa. Represje trwały dalej, przedsiębiorczość zanikła, kapitał obawiał się lokaty w przemyśle, a w dodatku warunki handlu, zwłaszcza bardzo niskie stawki cłowe, uniemożliwiały wprost konkurencję z zagranicą.

.

.

Dopiero około r. 1870 sytuacja uległa zmianie na lepsze, zwłaszcza gdy rząd rosyjski wzorując się na ekonomicznej polityce Zachodu, zapoczątkował system ceł protekcyjnych. M. Wolanowski wykorzystał niezwłocznie tą poprawę sytuacji, przystąpił do zrealizowania dawno obmyślonych planów i w r. 1874 otworzył fabrykę w dawnej ludwisarni przy ulicy Gęsiej No. 16. Narazie ograniczył się do druciarni i gwoździarni, oraz fabrykacji tektury dachowej. Podstawę bytu materjalnego opierał na sklepie przy Placu Grzybowskim, który istniał w dalszym ciągu i miał ustaloną renomę.

Początki działalności fabryki były trudne. Przedewszystkiem brakowało w kraju surowca do wyrobu drutu. Trzeba było go sprowadzać z zagranicy , głównie z Nadrenji, a hutnicy tamtejsi piętrzyli wszystkie możliwe przeszkody, bowiem dla przemysłu niemieckiego korzystniej było przywozić gotowy produkt, aniżeli umożliwiać produkowanie go w Polsce. Napotykane na drodze trudności raczej podniecały Wolanowskiego do tem wytrwalszej pracy, niż zrażały. I energja jego została uwieńczona zwycięstwem. Przyczyniła się do tego również zmiana stosunków gospodarczych, kształtująca się coraz korzystniej dla rozwoju krajowego przemysłu.

.

.

Wprowadzone, w r. 1877 cła w złocie wydatnie poparły polski przemysł, zwłaszcza metalurgiczny. Przemysłowcy górnośląscy, pragnąc przeciwdziałać cłom ochronnym rosyjskim zbudowali w Sosnowcu pierwszą walcownię żelaza i drutu, powołali do życia huty Puszkin, obecnie Staszica. Jednocześnie prawie przemysłowcy francuscy nabyli od rządu Hutę Bankową i znacznym nakładem kapitału postawili jej produkcję na wysokim poziomie. Krajowy przemysł zdobył na miejscu potrzebny mu surowiec, główna trudność była usunięta.

Wykorzystując te sprzyjające warunki, M. Wolanowski przeniósł fabrykę na nowy teren przy ulicy Gęsiej No. 81 i rozszerzył jej produkcję, wprowadzając fabrykację innych artykułów żelaznych, jak przybory dla użytku kolei żelaznych, telegrafów i telefonów, fabrykacji łańcuchów, śrub, mutrów i.t.d.

.

Jerzy Wolanowski (1865-1933)
(Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)

.

W tym okresie występuje na widownię, jako energiczny syn jego współpracownik, obecny kierownik fabryki, Jerzy Wolanowski. Ten od wczesnej młodości przygotowywał się już do zastąpienia ojca przy stworzonym przez niego warsztacie pracy, zaznajamiał się ze skomplikowanemi warunkami technicznemi i handlowemi działalności fabryki, stał na równi z innemi robotnikami przy warsztacie, chcąc zdobyć nie tylko teoretyczną ale i praktyczną wiedzę swego fachu. Dzięki temu, chociaż zaraz na wstępie współkierownictwa zakładu zaskoczyło go przesilenie, wywołane nadprodukcją w krajowym przemyśle, potrafił opanować sytuację, wynaleźć nowe źródła zbytu i zdobyć targi rosyjskie mimo stawianych przez konkurencję przeszkód Niebawem też zakłady M. Wolanowskiego stały się głównymi dostawcami dla zarządów rosyjskich dróg żelaznych oraz dla ministerstwa poczt i telegrafów. Byt fabryki został jeszcze raz mocno ugruntowany. Rozszerzona działalność na użytek państwowy i prywatnej klienteli spowodowały właścicieli do budowy nowych gmachów fabrycznych, z instalacjami dostosowanemi do ostatnich wymogów techniki, na specjalnie nabytym terenie obszaru 70,000 łokci przy ulicy Glinianej No. 5, gdzie fabryka mieści się po dzień dzisiejszy. Reputacja zakładów była tak dobra, że już w r. 1898 grupa belgijskich przemysłowców i banków zaproponowała przekształcenie ich na Spółkę akcyjną co istotnie w rok później doszło do skutku. Kapitał akcyjny ustalono na 5 ½ miljona franków w złocie; działalność przedsiębiorstwa rozwinięto przez wybudowanie nowej śrubiarni i powiększenie działu akcesorji kolejowych i telegraficznych. Przemiana na belgijską Spółkę akcyjną zbiegła się niemal ze śmiercią założyciela fabryki, M. Wolanowskiego, który zmarł w pełni sił, w r. 1900 wskutek nieszczęśliwego wypadku kolejowego.

.

.

Zmiana kierownictwa, które objął cudzoziemiec, nie fachowiec, nie znający miejscowych stosunków przemysłowych i handlowych, zachwiała poważnie bytem fabryki. Kastastrofie zapobiegli miejscowi akcjonarjusze, oddając ponownie ster zarządu w ręce p. Jerzego Wolanowskiego, który, pomimo bardzo ciężkich warunków chwili, wywołanych i wojną japońską i kryzysem nadprodukcji, potrafił wyjść zwycięzko ze złej konjunktury. Od r. 1910 poprawa zarysowała się coraz pomyślniej, dzięki temu, że zakłady, Spółki Akcyjnej uzyskały pokaźne, choć nie bardzo zyskowne zamówienia rządowe na potrzeby armji i gospodarki wewnętrznej. Rozpoczęła się w fabryce intensywna praca na dwie zmiany, działalność spotęgowała się jeszcze z chwilą wybuchu wojny.

Wojna wyrządziła przedsiębiorstwu, podobnie jak całemu polskiemu przemysłowi, znaczne szkody. Rosjanie nie zdołali wprawdzie dokonać zamierzonej ewakuacji całej fabryki, wywieźli jednak pewną część maszyn, uniemożliwiając bieg niektórych działów fabrykacji. Niemcy, gdy zarząd fabryki odmówił kategorycznie pracy na ich potrzeby, zarekwirowali znaczną liczbę pozostałych maszyn. Po ustąpieniu wroga dyrekcja zakrzątnęła się około odbudowy fabryki; zdołano ją uruchomić w drugiej połowie 1919 r. Stopniowo uzupełniono przedwojenne instalacje, bądź sprowadzając niektóre maszyny z zagranicy, bądź wytwarzając je w własnych warsztatach mechanicznych.

W r. 1921 belgijskie Towarzystwo zostało przekształcone na Polską Spółkę Akcyjną wobec tego że większość akcji przeszła w polskie ręce. Akcjonarjusze belgijscy posiadają swą reprezentację w organach Spółki. Dążąc do ciągłego rozwoju przedsiębiorstwo zastąpiło nowe maszyny elektrycznymi motorami i dożyło zelektryfikowania wszystkich działów fabrykacji.

.

 

.

Od początku istnienia właściciele dążyli zawsze do tego, by fabryka była nawskroś polskiem przedsiębiorstwem. Dlatego posiłkowano się wyłącznie polskiemi inżynierami, majstrami i pracownikami, których fabryka zatrudniała normalnie 300. Liczba ta od r. 1923, odkąd fabryka pracuje znowu na dwie zmiany osiągnęła 400 pracowników. Wielu z nich pozostaje na stanowisku już od dziesiątków lat, często w drugim i trzecim pokoleniu, co najlepiej charakteryzuje dobry i życzliwy stosunek wzajemny.

Dzisiaj zakłady Spółki Akcyjnej Wolanowskiego stoją na przodującem miejscu w swych specjalnościach. Wyrabiają one wszelkie gatunki drutu, a specjalnie drut kolczasty i drut dla telegrafów i telefonów, dalej wszelkiego gatunku gwoździe druciane od najdrobniejszych do najdłuższych, siatki do ogrodzeń, liny druciane, łańcuchy wszelkich gatunków do celów gospodarczych, przemysłowych i marynarki, gwoździe cięte z blachy dla tapicerów, śruby, nakrętki, nity wszelkich gatunków, akcesorja kolejowe, gwoździe do podków (hufnale), wreszcie papę smołowcową. - W najbliższej przyszłości ma być utworzony nowy dział, który produkować będzie łańcuchy, elektrycznie spawane; maszynowe urządzenia do tego celu są na ukończeniu.

.

.

Zapisana chlubnie w dziejach rodzimego przemysłu, stale dążące do technicznego rozwoju zakłady Warszawskiej Fabryki Śrub i Drutu, J. Wolanowski, Sp. Akc. cieszą się i dzisiaj należytem uznaniem zarówno ze strony władz państwowych, jak wielkich przedsiębiorstw przemysłowych i handlowych, które zaliczają się do stałych ich odbiorców.

Obecny skład zarządu Spółki jest następujący: Jerzy Wolanowski, prezes zarządu i dyrektor fabryki, Adolf Peretz, viceprezes Zarządu, inż. Michał Szymanowski, dyrektor techniczny i członek zarządu, inż. Stanisław Wolanowski członek zarządu, Adolf Bielski, członek zarządu b. przedstawiciel Tow. w Petersburgu, Ferdynand Baetens, członek zarządu przedstawiciel belgijskich akcjonarjuszów i P. Matejko vice dyrektor techniczny.

Z tym zarządem, fachowym i energicznym, na czele wchodzi fabryka w drugie półwiecze swego istnienia. Pozwala to żywić nadzieję, że praca jej będzie równie wydatna i pożyteczna dla kraju, jak była od samych zaczątków istnienia.

M.
Fot. J. Różewicz

Zachowano pisownię i interpunkcję tekstu oryginalnego. Na podstawie powyższego tekstu powstał tekst znanego varsavianisty i dziennikarza Jerzego S. Majewskiego pt. W fabryce drutu i gwoździ (cykl: "Warszawa Nieodbudowana"; „Gazeta Wyborcza” – „Stołeczna”, 9. 01. 2003 r.), będący, niestety, w wielu miejscach, prawie dokładnym odwzorowaniem pierwowzoru, bez powołania się na źródło „cytowania”. [Mariusz Kubik]

*   *   *

O historii istniejącej do dziś kamienicy Majera Wolanowskiego przy ul. Prożnej 14 w Warszawie można przeczytać w poniższych publikacjach:

Janusz Sujecki, Próżna. Ocalona ulica żydowskiej Warszawy, Ortis Co. Ltd., Warszawa 1993.
Rafał Chwiszczuk, Ulica Próżna i Dzielnica Żydowska w Warszawie / Próżna Straße und das jüdische Viertel in Warschau (wstęp: Michael Schudrich, Gołda Tencer, Walter-Maria Stojan), Austriackie Forum Kultury, Warszawa 2008.

*   *   *

... Co się zdarzyło na Próżnej

Co roku, podczas warszawskich Festiwali Kultury Żydowskiej, warszawska ulica Próżna ożywa blaskiem świateł, a w jej centrum pojawiają się kramiki z koszerną żywnością, galeryjki, czy wreszcie ogromna scena, na której odbywają się spektakle i koncerty. Nad ulicą porozwieszane ogromne fotografie nieznanych już dziś postaci, niemych świadków nieistniejącej epoki. Na codzień miejsce to straszy odrapanymi elewacjami starych kamienic, grożących zawaleniem, z których każda ma swoją historię. Czy wiemy, co działo się tam wcześniej?...

O historii i dramacie tego miejsca mówi, wydana właśnie przez Austriackie Forum Kultury w Warszawie (mieszczące się nota bene przy ul. Próżnej), książka Rafała Chwiszczuka „Ulica Próżna i Dzielnica Żydowska w Warszawie”. To nadrobienie sporego niedopatrzenia, jako, że poza wydaną niemalże chałupniczo kilkanaście lat temu broszurą Janusza Sujeckiego, brak było publikacji dotyczącej tego miejsca, będącego symbolem warszawskiej dzielnicy żydowskiej. Choć ulica Próżna ocalała z wojennej pożogi, to paradoksalnie, później było tu już tylko gorzej. Wieloletni lokatorzy ginęli w czasie wojny, część mieszkała później w innym miejscu miasta, część wyjechała z Polski w 1968 r. Kamienice kilka lat po wojnie znacjonalizowano i większość z nich powoli niszczała. Dziś są tak zdewastowane, że w żadnej z nich nie można mieszkać, choć znajdują się przecież w centrum europejskiej stolicy.

Ale książka Chwiszczuka mówi nie tylko o dniu dzisiejszym, sięga przede wszystkim do przeszłości, pokazując w oddzielnych rozdziałach historię każdego domu, mieszkających przy Próżnej żydowskich rodzin: Nożyków, Lurie, Wolanowskich i wielu innych, a w opowieściach tych, jak w zwierciadle, odbija się los diaspory żydowskiej w dziewiętnasto- i dwudziestowiecznej Polsce. Dodatkowym atutem publikacji jest antologia artykułów prasowych z ostatnich trzydziestu lat, dotyczących rewitalizacji okolic Placu Grzybowskiego. Cennym pomysłem jest sam układ książki, zbudowanej na kształt swoistych „metryczek” poszczególnych kamienic i miejsc ważnych dla kultury żydowskiej, co wymusza z kolei lapidarność i dyscyplinę języka, nie powodując przy tym braków faktograficznych, czy niedoskonałości w przedstawieniu tematu.

Zagadką i zaskoczeniem wydaje się natomiast (mówiono też o tym podczas niedawnego spotkania promocyjnego), zawarte we wstępie do publikacji, sformułowanie Michaela Schudricha o hitlerowskim ludobójstwie, „po którym nastąpił okres prześladowań w okupowanej przez reżim komunistyczny Polsce”, w której to większość Żydów musiała zrezygnować z żydowskiej tożsamości przez kilkadziesiąt lat, a kto pragnął pozostać Żydem, musiał stąd na zawsze wyjechać. Mocna to i nie do końca sprawiedliwa opinia, jeśli się zważy, że okres PRL-u zrównany tu został właściwie z okupacją hitlerowską, a przecież słowa te są pewnie krzywdzące także i dla osób, czy instytucji, którym kultura żydowska była zawsze bliska (choćby dla Żydowskiego Ośrodka Historycznego). Co na te słowa odpowiedziała by autorka innego tekstu w tej książce, Gołda Tencer, pieśniarka i popularyzator kultury żydowskiej, także przed 1989 rokiem?...

Malkontentom warto też przypomnieć choćby aktywność Społecznego Zespołu Opiekunów Zabytków przy Towarzystwie Przyjaciół Warszawy, dzięki któremu kamienice przy Próżnej już w latach 80. wpisano do rejestru zabytków, chroniąc w ten sposób przed wyburzeniem. Dużo to, czy mało? Odpowiedź znajdujemy na kartach książki, w której teraźniejszość miesza się z przeszłością a dawne historie ponownie ożywają w murach, w których zatrzymał się czas. Z kolei z ostatnich doniesień prasowych wiadomo, że nieuchronnie zbliża się moment, gdy kamienice przy Próżnej odzyskają dawną świetność.

MARIUSZ KUBIK

Warszawa, 29 września 2008 r.

Rafał Chwiszczuk, Ulica Próżna i Dzielnica Żydowska w Warszawie, Austriackie Forum Kultury, Warszawa 2008.

Powrót do spisu treści

.

.

Zapiski z notatnika zachowanego w dokumentacji Fabryki Śrub i Drutu
(Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego i Elżbiety Wassongowej)

.

.

..