Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Helena Stachová (1931-)

Jego listy do mnie zaczynały się zawsze od tego samego zdania: „Tu Lucjan, Twój przyjaciel z długim stażem!”

Poznaliśmy się w Warszawie, byłam zaproszona na rodzinny obiad, poznałam też dwunastoletnią córeczkę Annę, nazywaną przez ojca „Mruczusiem”. Później, kiedy przetłumaczyłam jego książkę reportaży Lądy i ludy, został zaproszony przez Instytut Polski w Pradze na jej promocję [w 1983 r. - przypis M.K.]. Zadzwoniłam do niego, że nie ma sensu, żebym dla niego szukała hotelu, i że po prostu będzie w tym tygodniu mieszkał u mnie. „Ale...” - oponował. „Żadnego ale, pokój gościnny czeka”. Był to bardzo przyjemny tydzień, przez długie godziny łaziliśmy po Starym Mieście, zwiedzaliśmy praskie synagogi i muzea, albo odwiedzaliśmy moją matkę w sąsiednim mieszkaniu. Codziennie zapraszał mnie na obiad do, wtedy jedynej, bardzo dobrej chińskiej restauracji w Pradze. Zawsze zachowywał się z nienaganną elegancją (mam oczywiście na myśli przede wszystkim elegancję ducha) i równocześnie bardzo serdecznie. Był to dla mnie polski Europejczyk. Bez konkurencji.

.

Lądy i ludy w przekładzie Heleny Stachovej na język czeski (Praga, 1983 r.)

.

Jego ogromne poczucie humoru oraz chęć opowiadania sprawiały, że nigdy nie nudziliśmy się. Polubił moją czarną kotkę i później przysyłał do Pragi kartki zaadresowane „do panny Mindy”. Potwierdził mój pogląd, że szczera przyjaźń jest największą wartością, jaką możemy w życiu znaleźć. Kiedy spotykaliśmy się później czasami w Warszawie, wydawało nam się, że ostatnio rozstaliśmy się dopiero wczoraj.

Moim zdaniem jego Honor (tak, przez duże H) doprowadził do dwóch bardzo ważnych pomyłek w jego życiu. Po pierwsze, że wrócił jako Polak z uniwersytetu w Grenoble (dokąd go wysłał jego ojciec, żeby go uchronić przed zasięgiem Hitlera) do Ojczyzny Walczącej tuż przed okupacją faszystowską, czego wynikiem było to, że musiał się razem z siostrą przez całą niemal wojnę ukrywać pod Warszawą i drżeć o własne i jej życie. I po drugie (przepraszam, że zdradzam jego absolutnie intymną sprawę) - że pozwolił odejść na zawsze, za granicę, ukochanej kobiecie tylko z obawy, żeby córeczce nie sprowadzić macochy (nie wiedząc, że dziewczynka marzyła o kobiecej dłoni). Jak widać, mówiliśmy sobie o wszystkim, co nas dręczyło. Wbrew uśmiechniętej twarzy nosił w sobie przez całe życie czarny pesymizm. Kiedy raz powiedziałam na głos: „Lucjan, ty wszystko widzisz czarno”, odezwała się jego starsza siostra: „Widzę, że go Pani dobrze zna”.

.

Helena Stachová (2002 r.)
(Fot. Archiwum Lucjana Wolanowskiego)

.

Był w swoim czasie najlepszym i najbardziej znanym reporterem. Mówił mi, że o kraju, do którego wyjeżdża, wie zawsze więcej niż podróżnicy, którzy z niego wracają. Potem się po prostu postarzał, nie mógł już podróżować, zainteresowanie jego reportażami spadło. Bardzo z tego powodu cierpiał. Taki jest smutny los reporterów, choćby najświetniejszych. Blask paru lat. Blask chwili. Oni się starzeją, a kraje, które opisywali, często szybko się zmieniają. Ich książki należą już do historii. Lucjan Wolanowski - to przepiękna karta historii polskiego reportażu.

Dla mnie osobiście był to Przyjaciel, jakich mało. Takich jak on, zawsze mało.

HELENA STACHOVÁ

Praha, 2006

Helena Stachová (ur. 1931) – czeska tłumaczka literatury pięknej, córka Heleny Teigovej, tłumaczki literatury polskiej. Ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Karola w Pradze. Polską prozę zaczęła tłumaczyć już w czasie studiów - do dziś ok. 180 wydanych tytułów. Obecnie tłumaczy przeważnie Czesława Miłosza, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego i Witolda Gombrowicza. W związku z polskim „Procesem Taterników” sądzona w 1970 roku w czeskim procesie za współpracę z „Kulturą” paryską. Otrzymała nagrody ZAIKS-u, Polskiego PEN Clubu, „Kultury” paryskiej, dwukrotnie nagrodę czeskiego Zrzeszenia Tłumaczy, Krzyż Komandorski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej (1999). Mieszka w Pradze Czeskiej.

Powrót do spisu treści