Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Jakub Schäfer (1916-2016)

Mimo, że od odejścia Lucjana na zawsze upłynęło już sporo czasu, trudno mi mówić o nim w czasie przeszłym. Wciąż żyje w mej pamięci.

Poznaliśmy się w drugiej połowie lat czterdziestych w Krakowie. Pracowałem wówczas w tamtejszym oddziale Polskiej Agencji Prasowej PAP. Lucjan przyjeżdżał z centrali PAP w Warszawie, by wraz z kilkuosobową ekipą obsługiwać toczące się wówczas w Krakowie procesy hitlerowskich ludobójców z obozów śmierci w Auschwitz i Płaszowie. Był później także sprawozdawcą ze słynnego procesu wielokrotnego mordercy Władysława Mazurkiewicza. Starsze pokolenia Polaków na pewno pamiętają tę makabryczną historię kryminalną pierwszych lat powojennych.

Coraz bliższa przyjaźń z Lucjanem datuje się od 1957 r., kiedy zostałem jego sąsiadem w domu przy ul. Odolańskiej 23 w Warszawie. On mieszkał tam od 1948 r. na pierwszym piętrze, a ja „pod nim”, na parterze. Poznałem go w ciągu tego półwiecza lepiej, niż ktokolwiek z jego licznych kolegów i przyjaciół. Poniższe słowa nie są więc zwyczajową laurką według zasady: „O zmarłym mówi się tylko dobrze albo wcale”.

Różnie się układały kontakty między nami. Inne były w latach naszej intensywnej działalności zawodowej, inne w czasach późniejszych, zwłaszcza, kiedy jego zdrowie przed kilkunastu laty zaczęło coraz bardziej szwankować.

Pasją Lucjana stały się podróże. Ich owocem są powszechnie znane i tłumaczone na wiele obcych języków obcych książki i reportaże. Interesowały go głównie antypody, zwłaszcza Oceania i Australia, z którą łączyły go stosunki rodzinne. Jego ukochana córka Ania, którą od dziecka sam wychowywał, ukończyła studia farmaceutyczne w Sydney, gdzie do dziś mieszka i pracuje. Życie rodzinne nie układało się Lucjanowi. Z żoną – śpiewaczką operową – rozstał się dość wcześnie.

Szczerze podziwiałem Lucjana, jego stoicki spokój, dobroć, szlachetność i delikatność charakteru. Obce mu były złe uczucia, takie jak zazdrość. Nie znosił obłudy i zakłamania. Kiedy przy jakiejś okazji wspomniałem o PAP-owcu W., członku warszawskich władz SDP, przerwał mi, mówiąc: „On przecież bardzo »brzydko« się zachował podczas wydarzeń 1968 r.” Tylko tyle, ani słowa więcej. Podobnie, ale z innego powodu, ocenił nieżyjącego już pisarza K., któremu użyczył na jakiś czas swe mieszkanie.

O Lucjanie jako człowieku najlepiej świadczy jego stosunek do dwu starszych od niego sióstr. Nawet, gdy był już bardzo chory i miał trudności z chodzeniem, codziennie dreptał do przystanku tramwajowego na Puławskiej, by dojechać na ul. Jaworzyńską i zaopiekować się niedołężnymi siostrami.

W ostatnich tygodniach życia prawie codziennie odwiedzałem go w szpitalu. Niemal do ostatniego tchnienia zachował jasność umysłu i stoicki spokój. Nie skarżył się, nie narzekał.
Powiada się, że człowiek żyje dopóty, dopóki trwa w pamięci tych, którzy zostają. Jestem pewny, że dzięki swej bogatej spuściźnie twórczej Lucjan Wolanowski zachowa poczesne miejsce w historii polskiego dziennikarstwa.

JAKUB SCHÄFER

Warszawa, 2006

.

Jakub Schäfer - Warszawa, 28 listopada 2006 r.
(Fot. Mariusz Kubik)
.

Jakub Schäfer (1916-2016) - wieloletni dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej, w pierwszej połowie lat 60. korespondent Agencji w Bułgarii, Grecji i Turcji. Mieszkał w Warszawie, w dawnym domu pracowników PAP przy ul. Odolańskiej 23. Zmarł 5 lutego 2016 r. w Haugesund w Norwegii, gdzie przebywał u swojej córki.




Powrót do spisu treści