Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Wolanowski o innych

- o Thorze Heyerdahlu

.....Po raz pierwszy w życiu znalazłem się w sytuacji, która miała się powtórzyć w dalszych latach mej wędrówki po świecie. Heyerdahl przyjął mnie gościnnie, uraczył dobrym obiadem i... zadał mnóstwo pytań. "Ty jesteś dla mnie tak ciekawym tematem, jak ja dla ciebie" - powiedział. Polska była i jest dalej w tej samej odległości od Norwegii jak dawniej, ale wtedy było już po Październiku i może Zimna Wojna stygła jeszcze bardziej, ale wędrujący po świecie Polak nie był zjawiskiem powszechnym.....

- o Leopoldzie Ungerze

.....Nie załamywał rąk, nie użalał się, nie rozwodził się nad łajdactwem tych, z którymi pracował przez lata, a którzy teraz rzucali się na niego z niesłychaną zajadłością. Wędrowaliśmy razem Alejami Ujazdowskimi, tym "salonem Warszawy". Widziałem znajomych, którzy nagle kierowali wzrok w inną stronę, lub przystawali i z namaszczeniem oglądali czubki swoich butów.....

- dwa wspomnienia o Aleksandrze Drożdżyńskim

.....Gdy wraz z rodziną postanowił wyjechać z Polski, odwiozłem go na Dworzec Gdański w Warszawie, do słynnego pociągu do Wiednia. W stolicy Austrii, emigrant z przegraną przeszłością i mglistą przyszłością, prosto z pociągu pobiegł do redakcji miejscowej gazety w języku jidysz. Zaabonował jeden egzemplarz do stałej wysyłki do Polski. Adresatem był naczelny redaktor wysokonakładowego tygodnika, drukującego teksty, które mogłyby być ozdobą hitlerowskiego pisma „Der Stürmer”. Cenzura pocztowa pewnie nie wtrącała się do przesyłek nadchodzących do osoby na tak eksponowanym stanowisku. Prezent z Wiednia wprawił w zakłopotanie obdarowanego, nastąpiły wyjaśnienia, że przecież nic z tym nie ma wspólnego, nie zna tego języka, co tylko utwierdziło podwładnych, „że coś w tym jest”. Były to bowiem czasy, gdy robiła karierę kołysanka, zaczynająca się od słów „Kosi-kosi łapci, pojedziem do babci, ale sza, ni słówka, bo babcia Żydówka...”.....

- o Hilarym Koprowskim

.....Do naszej rozmowy mogło dojść dawno temu, kiedy nasz rozmówca był jeszcze uczniem gimnazjum im. Mikołaja Reja w Warszawie, a nie profesorem. Reporter pewnie jednak bałby się wtedy wędrówki na piętro klas starszych (uczony należy do rocznika 1916), gdyż mogłoby się zdarzyć, że jako „szczeniak" oberwałby co nieco w klasie Hilarego Koprowskiego, Kazimierza Brandysa, Witolda Kuli i kilku innych gimnazjalistów, którzy idąc potem poprzez życie wyróżnili się z tłumu.....

*   *   *

Powrót do strony głównej