Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Rozmowa dziś - o medycynie jutra (o prof. Hilarym Koprowskim)

Czy możliwe jest sporządzenie szczepionki, która będzie zabezpieczała człowieka przeciw wszystkim zarazkom wirusowym? Teoretycznie tak. Może to być bądź szczepionka z kilku szczepów, bądź też - aby nie było interferencji - będzie to szczepionka podawana co kilka miesięcy w wieku niemowlęcym. Innymi słowy, pediatra będzie mógł zabezpieczyć swego małego pacjenta przed groźnymi wirusami na całe życie. Uzyska się w ten sposób zastępczą immunizację. Znaczy to, że zarazek złośliwy zastąpiony zostanie zarazkiem łagodnym. Należy bowiem działać tak, aby wykorzenić chorobę, a nie zarazek, który ją powoduje. Zarazek wykorzeniony przyczai się niejako w podziemiu i może podjąć swą działalność wtedy, kiedy nasza czujność będzie uśpiona. Może to nastąpić choćby w następnym pokoleniu ludzkim, kiedy lekarze nie potrafią nawet prawidłowo rozpoznać objawów choroby, z którą nigdy nie mieli do czynienia. Zarazek trzeba kontrolować, ale nie niszczyć, gdyż to groziłoby naszym przyszłym pokoleniom. Wierzę głęboko w równowagę mikrobiologiczną. Jako przykład weźmy układ pokarmowy człowieka. Wiemy, że mamy w naszym przewodzie pokarmowym różne bakterie. Równowaga jest stale zachowana. Teraz załóżmy, że zaczniemy odżywiać się jakimś preparatem X, który sprawi, że bakteria Y zniknie z przewodu pokarmowego ludzi. Do czego by to doprowadziło? Otóż zostałaby zachwiana równowaga, może wtedy ujawnić się zarazek, którego istnienia nawet się nie domyślaliśmy, a który był uprzednio w równowadze z innymi bakteriami. Taka sama równowaga najpewniej istnieje między wirusami. Dlatego walka z chorobami wirusowymi nie może być prowadzona poprzez wyniszczanie wirusów, ale poprzez szczepienia, i to zarazkami żywymi, odpowiednio osłabionymi. A więc szczepienia idealne to takie, które się przeprowadza zarazkiem złagodzonym. Klasycznym przykładem, potwierdzającym tę tezę, są szczepienia przeciw paraliżowi dziecięcemu. Miliony ludzi zyskało odporność przeciw tej strasznej chorobie”.

Tu już mamy do czynienia nie z wynurzeniami laika. […] Człowiek, który wypowiada cytowane powyżej słowa, jest bowiem autorytetem światowym. Znalazł dla mnie czas podczas krótkiego pobytu w Polsce, gdzie nadano mu tytuł członka honorowego Polskiego Towarzystwa Mikrobiologicznego. Jest dyrektorem Instytutu Anatomii i Biologii imienia Wistara w Filadelfii, gdzie uczeni z różnych krajów prowadzą studia nad problemami nowoczesnej medycyny. W 1959 roku był też prezesem Nowojorskiej Akademii Nauk.

.

Prof. Hilary Koprowski - Warszawa, 16 września 2007 r.
(Fot. Mariusz Kubik)

.

Mój rozmówca jest również profesorem medycyny Doświadczalnej na Fakultecie Medycznym i profesorem mikrobiologii na Wydziale Biologii Uniwersytetu Pensylwania w Filadelfii. Profesor Hilary Koprowski ofiarował Polsce 9 milionów dawek żywej szczepionki typu 1 i 3 przeciw chorobie Heinego Medina. Posłużono się nią w akcji masowych szczepień, które doprowadziły do niemal zupełnej likwidacji tej choroby. Przekazywał też Polsce szczepy wirusów z zezwoleniem na produkowanie z nich szczepionek. Jego żona, Irena, też pochodząca z Warszawy, jest również wybitnym uczonym prowadzącym studia nad rakiem. Dr Irena Koprowska jest profesorem patologii w Akademii Medycznej im. Hahnemanna w Filadelfii.

Do naszej rozmowy mogło dojść dawno temu, kiedy nasz rozmówca był jeszcze uczniem gimnazjum im. Mikołaja Reja w Warszawie, a nie profesorem. Reporter pewnie jednak bałby się wtedy wędrówki na piętro klas starszych (uczony należy do rocznika 1916), gdyż mogłoby się zdarzyć, że jako „szczeniak" oberwałby co nieco w klasie Hilarego Koprowskiego, Kazimierza Brandysa, Witolda Kuli i kilku innych gimnazjalistów, którzy idąc potem poprzez życie wyróżnili się z tłumu. 

O „powolnych wirusach”, wampirach i...

Niemal 30 lat prof. Koprowski przebywa już poza krajem, a jednak mówi po polsku bez cienia obcego akcentu, tak jak gdyby zaledwie wczoraj wyjechał z Warszawy, miasta, gdzie studiował równocześnie na wydziale medycznym i w konserwatorium muzycznym. Uczony ma za sobą ciężką wojenną tułaczkę bez grosza przy duszy poprzez Europę Południową i Amerykę Łacińską. Żona jego zarobkowała jako pielęgniarka.

Nawet ruszając w drogę na zjazdy naukowe prof. Koprowski zabiera ze sobą nuty, jest dobrym pianistą i korzysta z każdej okazji, aby wsłuchać się w muzykę Chopina i Mozarta. W jego domu na przedmieściu Filadelfii są zbiory malarstwa polskiego, o które zabiegałoby niejedno muzeum.

W lutym 1950 podał po raz pierwszy sześcioletniemu chłopcu dawkę szczepionki z żywego wirusa polio. Uważano, że igra z niebezpieczeństwem paraliżu. Teraz miliony ludzi szczepi się tą właśnie szczepionką, zabezpiecza ona na wiele lat, a może nawet i na całe życie przed straszliwymi skutkami choroby. Uczony hodował wirusa przez kilka lat, każde następne pokolenie wirusów było słabsze od poprzedniego, ale jeszcze dość silne, aby mogło spowodować powstanie w krwi przeciwciał zwalczających tę chorobę.

.

Spotkanie z prof. Hilarym Koprowskim - Warszawa, 23 września 1981 r.
(Fot. Joanna Makólska-Kowalska)

.

Pracuje obecnie nad „powolnymi wirusami” („slow viruses”), które nie niszczą komórek, a jednak są powodem powstawania choroby. Światowa Organizacja Zdrowia korzysta z jego wiedzy w zakresie zwalczania wścieklizny, której wirusa adaptował do kultury tkanek i ułożył do przygotowania szczepionki.

Opowiada, że nietoperze, które jak wiemy dzisiaj, bywają zakażone wirusem wścieklizny, kąsały ludzi, wszczepiając im chorobę. Taki pokąsany człowiek, ujawniający objawy wścieklizny, mógł być uważany za wampira (i kąsać swych bliźnich).

Czy choroby, które dziś znamy już tylko z różnych, często fantastycznych, opisów, jak np. gorączka krwiotoczna, która była postrachem Europy, naprawdę przeminęły z historią? Nie byłbym zdziwiony - powiada prof. Koprowski - gdyby okazało się, że tragiczny wypadek, którego ofiarą padło ostatnio kilku pracowników laboratorium w NRF, miał podłoże właśnie w tej chorobie. Jak wiadomo, do laboratorium tego dostarczono transport małp z Ugandy. Na kwarantannie w Londynie małpy te zetknęły się z małpami z Cejlonu, a te z kolei mogły być zarażone. Objawy choroby krwiotocznej z NRF przypominają te, które przed wiekami towarzyszyły występowaniu gorączki krwiotocznej. A więc może mamy do czynienia z wirusem, który przetrwał gdzieś z dala od Europy, aby zaatakować ludzi właśnie wtedy, kiedy się tego zupełnie nie spodziewali.

I... o „roześmianej śmierci”

Inna sprawa, że pewnych chorób nie umiano dawniej rozpoznać. Groźna choroba żółtaczka zakaźna pewnie była tak samo niebezpieczna i dawniej, ale myśmy ją inaczej nazywali.

- Pamiętam w mej rodzinie przypadek – wspomina profesor - kiedy operowano kogoś na kamienie żółciowe. Kamieni nie było, pacjent zmarł; dziś pewnie rozpoznano by zakaźną żółtaczkę.

Nauka wyodrębnia coraz to nowe odmiany wirusów. Spotkał się pan na Nowej Gwinei - mówi prof. Koprowski - z groźną chorobą zwaną „kuru”, czyli „roześmiana śmierć” Atakuje ona tylko jedno plemię, przeważnie kobiety w okresie dojrzewania. Były różne teorie; uważano na przykład, że choroba rozprzestrzenia się przez ludożerstwo. To znaczy, że zjedzenie zakażonego mózgu zarażało... Preparaty z mózgu i rdzeni kręgowych zmarłych na kuru zastrzyknięto domózgowo szympansom. Po półtora roku u jednej z małp wystąpiły objawy chorobowe, teraz padły już wszystkie. Teraz już jest pewne, że ludożerstwo sprzyjało przenoszeniu choroby, zapadali na nią ludzie, którzy zjedli mózg ludzi chorych na kuru. Wirusów tych nie oglądano jeszcze nawet pod mikroskopem elektronowym, są to wirusy „bomby zegarowej", czyli niesłychanie powolne, trzeba czasem nawet dziesiątków lat, aby zaczęły swą niszczycielska działalność. Wydaje się, że „roześmiana śmierć” sieje spustoszenie w określonych warunkach genetycznych i hormonalnych. Chociaż plemię atakowane przez tę chorobę żyło w stanie dzikim, odseparowane od innych plemion, to jednak osobnicy z tego plemienia mogą szybko przystosować się do warunków współczesnej cywilizacji. Dr Gajduszek, który specjalizuje się w badaniach nad kuru i co roku co najmniej 5 miesięcy spędza na Nowej Gwinei, przywiózł do Waszyngtonu chłopca z tego „przeklętego plemienia”. Chłopiec był zupełnie dziki, nie można było nawet ustalić jego dokładnego wieku. Poszedł do szkoły, teraz jest zupełnie normalnym, powszechnie lubianym młodym człowiekiem, pełnym naturalnego uroku, samodzielnie podróżuje i daje sobie świetnie radę w życiu wielkomiejskim.

Zapytany o swe własne prace, uczony powiedział mi, że ma na warsztacie trudne problemy wirusów rakotwórczych.

- Staramy się rzucić więcej światła na genetyczno-immunologiczne stosunki pomiędzy wirusami rakotwórczymi a komórkami zmienionymi przez nie na nowotworowe - zapowiada prof. Koprowski.

- Panie profesorze, gdyby stworzono rząd świata i gdyby panu powierzono tekę ministra zdrowia, to w jakim kierunku skoncentrowałby pan swe wysiłki?

- Starałbym się doprowadzić do najściślejszej współpracy międzynarodowej, tak abyśmy uniknęli epidemii wywołanych przez lekkomyślność czy niedbalstwo ludzi. Dziś, kiedy śmierć podróżuje odrzutowcem, kiedy „kurczą się” odległości na świecie, jeden choćby kraj, który wyłamuje się z systemu kontroli międzynarodowej, może przekreślić plany i starania innych krajów. Dalej, poświęciłbym wiele uwagi badaniom flory i fauny oceanów. Stamtąd ludzkość czerpać będzie żywność w następnych stuleciach, to będzie nasz spichlerz. Bakterie i wirusy żyjące w oceanach muszą zostać poznane, aby nie sprawiły ludziom przyszłości bolesnych niespodzianek. Trzeba też będzie uważać, aby nie przywieźć z wypraw na inne planety niepożądanego pasażera. Astrologia powinna zabezpieczyć nas przed taką ewentualnością. Są przecież nawet na ziemi zarazki, które prosperują właśnie w wysokiej lub niskiej temperaturze, znamy wirusy wytrzymujące gotowanie. Zresztą brak czasu i miejsca nie pozwala na wyliczanie wszystkich możliwych zadań takiego „ministra”.

LUCJAN WOLANOWSKI

Fragmenty książki Lucjana Wolanowskiego pt. Upał i gorączka. Reporter wędruje szlakiem cierpienia (Państwowe Wydawnictwo „Iskry”, Warszawa 1970).

*   *   *

Zobacz także:

Hilary Koprowski o Lucjanie Wolanowskim

Powrót do spisu treści