Nasz fotoreporter z wizytą u Lucjana Wolanowskiego (1959)
„Życie Warszawy” (dodatek ilustrowany)
Nr 41 (555) / 11. 10. 1959 r.
Odwiedzamy Lucjana Wolanowskiego, znanego reportera tygodnika „Świat”. Zastajemy go właśnie opracowywania kolejnego reportażu z Francji.
- W jaki sposób pan pisze reportaże?
- Na to pytanie mogę odpowiedzieć tylko tak, jak ktoś, kogo zapytano jak powstaje muzyka: otóż bierze się trąbę, dmucha się z jednej strony, a muzyka wychodzi z drugiej... Podobnie i z reportażem - bierze się maszynę do pisania i naciska się klawisze tak długo, aż nie powstanie reportaż.
- Jaki rodzaj reportażu pana najbardziej interesuje?
- To, co zwie się „the human side of the story” czyli ludzka (nie Lucka!) strona opowieści. Wszystko, co opowiada się z punktu widzenia zwyczajnego Czytelnika - powinno być ciekawe.
- Który ze swych utworów uważa pan za najlepszy?
- Moją córkę Annę (patrz zdjęcie!). Ma 7,5 lat. Od kiedy byłem (służbowo) w kasynie gry w Monte Carlo - oboje z nią grywamy namiętnie we wszelkie gry hazardowe jak np. Chińczyka, domino, pchełki i inne.
P. Wolanowski ucieszył się bardzo z mej wizyty, twierdząc, że jestem drugim jego imiennikiem, którego poznaje w swym życiu. „Podobno jest jeszcze w Warszawie znany fryzjer damski tegoż imienia, ale jego nie znam osobiście” - powiedział Lucjan Wolanowski.
Rozmawiał i fotografował
LUCJAN FOGIEL
.

.

