Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Słownik polskich pisarzy współczesnych: Lucjan Wolanowski (1967)

„Tygodnik Kulturalny” (Warszawa)
Nr 6 / 5. 02. 1967 r.

Lucjan Wolanowski urodził się w Warszawie w roku 1920. Uczęszczał do gimnazjum im. Reja. Następnie przeniósł się do Rabki i w tamtejszym Gimnazjum Sanatoryjnym zdał maturę w roku 1938. Po otrzymaniu świadectwa dojrzałości wyjechał do Francji na studia na Wydziale Elektrochemii i Elektrometalurgii Instytutu Politechnicznego Uniwersytetu w Grenoble. Do Polski wrócił tuż przed wybuchem wojny. W roku 1941 nawiązał kontakt z warszawską prasą podziemną. Pracował przy nasłuchu radiowym, pisał wiele artykułów, m.in. cykl artykułów „Historyjki w cieniu historii”. Po wyzwoleniu zgłosił się do oddziału warszawskiego (centrala była wówczas w Łodzi) ówczesnego Polpresu (który stanowił zalążek Polskiej Agencji Prasowej); pracował tam na różnych stanowiskach dziennikarskich do roku 1951. Jednocześnie zaczął pisywać w „Przekroju”; drukował tam reportaże o tematyce sądowej i okupacyjnej (te ostatnie zebrane w cyklu pt.: „Teraz to już można opowiedzieć”) oraz poświęcone aktualnym problemom krajowym.

W roku 1951 Wolanowski został członkiem zespołu redakcyjnego nowo powstałego tygodnika „Świat”, gdzie pracuje do dzisiaj.

Debiutem książkowym Wolanowskiego był wydany w roku 1952 tom reportaży o tematyce krajowej zatytułowany Przeważnie o ludziach. Następnie opublikował Cichy front (1955), Śladami brudnej sprawy (1954), Na południe od Babiej Góry (1954), Dokąd oczy poniosą… (1958), Zwierciadło bogini (1961), Klejnot Korony (1963), Księżyc nad Tahiti... (1963), Dalej niż daleko (1964).

Wolanowski jest ponadto współautorem dwóch książek. Czy Stanisław Talarek musiał umrzeć? – to tytuł opowieści reportażowej napisanej wspólnie z Mirosławem Azembskim (1955 rok), zaś Żywe srebro to tom reportaży, których współautorem jest Henryk Kawka (1959 rok).

Większość książek Wolanowskiego była kilkukrotnie wznawiana; wszystkie zostały przełożone na język słowacki, a wiele na niemiecki.

Księżyc nad Tahiti... został uznany za książkę miesiąca w plebiscycie czytelników „Kuriera Polskiego”. Za Klejnot Korony autor otrzymał doroczną nagrodę Klubu Publicystów Międzynarodowych Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za rok 1963. Wolanowski jest również laureatem nagrody b. tygodnika „Odrodzenie” za twórczość reporterską.

Został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi i Medalem Dziesięciolecia.

*   *   *

Czytelnicy „Przekroju” pamiętają z pewnością relacje Lucjana Wolanowskiego ze słynnego procesu Władysława Mazurkiewicza w roku 1956. Nie wszyscy jednak wiedzą, że reporterowi wytoczono dwa procesy o zniesławienie, które ciągnęły się bez mała pięć lat. W obu został uniewinniony – w obu przeprowadził  d o w ó d  p r a w d y.

Te właśnie dwa słowa stanowią symbol pisarstwa Wolanowskiego. Od pierwszego swego reportażu zajmuje się wyłącznie  l i t e r a t u r ą   f a k t u.  Nie tylko jednak – i w tym tkwi sedno sprawy – relacjonuje konkretne wydarzenia czy zjawiska, nie tylko opisuje konkretnych ludzi, lecz zawsze – czy to w reportażach o sprawach krajowych czy zagranicznych – szuka  p r z y c z y n  tych wydarzeń i zjawisk, bada pobudki postępowania spotykanych ludzi. Innymi słowy: szuka dla swych reportaży właśnie dowodu prawdy. Dlatego też całą jego twórczość można by nazwać udokumentowanym  k o m e n t a r z e m  d o  w s p ó ł c z e s n o ś c i.  Wszystkie książki Wolanowskiego poszerzają naszą wiedzę o świecie i o ludziach nie tylko dzięki bezpośrednim, na autopsji opartym obserwacjom pisarza. Podbudowuje je  r z e t e l n ą  z n a j o m o ś c i ą  danego kraju czy kontynentu. Sięga do materiałów źródłowych: do historii, ekonomii, socjologii i statystyki.

W Wolanowskim są jednak dwie dusze: dusza erudyty, szperacza, mola książkowego zakochanego w historii, publicysty zgłębiającego przemiany polityczne, gospodarcze i społeczne naszej współczesności – i dusza reportera nękanego ciekawością świata, opętanego pasją poznawania i odkrywania go wciąż na nowo, reportera, którego żywiołem stała się  p r z y g o d a.  Dewizą Wolanowskiego jest: o żadnym kraju nie można pisać z perspektywy wielkich międzynarodowych hoteli, z pozycji turysty mającego do dyspozycji jedynie luksusowe środki lokomocji – aby go poznać, trzeba się włączyć w nurt jego życia, trzeba poczuć jego smak i zapach, trzeba – co więcej – przeżyć przygodę.

Ostatnie dziesięć lat nie poskąpiło jej pisarzowi. Gdzież to nie bywał, czego nie przeżył i doznał. Tak o tym pisze w Dalej niż daleko:

Pływałem z islandzką flotą rybacką i widziałem we Francji produkcję mózgów elektronowych. W Oslo odwiedziłem Thora Heyerdahla w jego mieszkaniu pełnym pamiątek z wędrówek tratwą po Pacyfiku, zaś w Moskwie opowiedział mi o swych przygodach pułkownik Ilia Starinow, zwany »Bogiem Dywersji«. Na wodach norweskich śledziłem podnoszenie przez polskie statki ratunkowe wraków z dna fiordu i oglądałem w działaniu »piec słoneczny« w starej fortecy w Pirenejach. Byłem na procesie o mord rytualny na Fidżi i asystowałem przy obradach komitetu strajkowego japońskich górników w Fukuoka. Pływałem na pirodze wokół Bora Bora, zaś na Tahiti spotkałem bohaterkę dawnych filmów polskich imieniem Reri. Byłem na pogrzebie Agi Khana i odnalazłem w Norwegii członków słynnej »Szetlandzkiej Szajki«, wsławionej wyczynami podczas wojny (…) Brałem udział w akcji ratunkowej Królewskiej Służby Latającego Doktora ma pustynnych terenach Australii, a także pocztowym statkiem dotarłem na wysepkę Makatea, zwaną Piekłem Pacyfiku. Byłem na terenach dawnej kaźni Komuny Paryskiej na Wyspie Choinek koło Nowej Kaledonii, zaś w Nagasaki rozmawiałem z jedynymi białymi ludźmi, którzy »z wolnej stopy« oglądali z ziemi zrzucenie bomby atomowej na to miasto (…) Byłem (niestety, tylko jako reporter, a nie jako wykładowca) w szkole gejsz i rozmawiałem na wyspie Hokkaido z niedobitkami Ajnów, czyli plemienia, które niegdyś władało Japonią”. (…) *

I tak dalej, i tak dalej. To tylko fragment przygód reporterskich Lucjana Wolanowskiego. Przygód – powiedzmy jasno -   z a m i e r z o n y c h.   Wolanowski w swym odkrywaniu świata nie zdaje się na przypadek; nie podróżuje ot tak sobie – z kontynentu na kontynent, z kraju do kraju, z miasta do miasta, licząc na łaskę przychylnego dla reportera losu. Do każdej wyprawy przygotowuje się solidnie, na długo nieraz przed jej rozpoczęciem. Nakreśla szczegółowy plan tego, czego będzie szukał w danym kraju, co śledził i badał. Myślą zaś przewodnią planu jest ukazanie doli i niedoli, radości i smutków, będących codziennym udziałem ludzi, którzy żyją w egzotycznych dla Polaka krajach.

Zamierzenie to nienowe:   c z ł o w i e k   jest podmiotem i przedmiotem całej – albo prawie całej literatury. Różne jednak, zależne od temperamentu, wiedzy i talentu pisarzy są rezultaty tych zamierzeń, czyli książki. Od niektórych – mimo dużego ładunku poznawczego i głębokiej wymowy humanistycznej – po prostu wieje nudą. Wolanowskiemu to nie grozi.

Ma on nieprzeciętny   z m y s ł  o b s e r w a c y j n y   i – źródłem tego jego talent pisarski – znakomicie opanowaną umiejętność zainteresowania czy nawet zaintrygowania czytelników. Osiąga to przede wszystkim dzięki precyzyjnej selekcji materiału i poprzez aptekarskie niemal wyważenie tematów. Jest – jak trafnie napisał Stanisław Zieliński w recenzji z Dalej niż daleko –  „k o l e k c j o n e r e m   r z e c z y   c i e k a w y c h”. Cenna to cecha u reportera zwłaszcza w dobie, gdy świat kurczy się niemal z dnia na dzień, gdy dzięki środkom masowego przekazu każdy człowiek otrzymuje codziennie solidną porcję informacji bieżących i gdy może – choćby teoretycznie – w ciągu kilkudziesięciu godzin znaleźć się na drugiej półkuli.

Druga cecha pisarstwa Wolanowskiego – to wrażliwość na tragedie ludzkie, dążenie do walki ze złem, czyli – mówiąc pełniej –   z a a n g a ż o w a n i e.   Wolanowski nie tylko opisuje świat, ale chce go zmienić. Nigdy nie posługuje się lakierem, unika kolorów pastelowych – używa natomiast mocnych, zdecydowanych. Tak na przykład relacjonuje w Zwierciadle bogini opowiadanie lekarza, który był świadkiem wybuchu bomby atomowej nad Nagasaki:

„Rany straszliwe – pewien student miał w ciele aż 120 odłamków szkła. Każdy wydobywano osobno, każdą ranę dezynfekowano oddzielnie. Trupy rozkładały się szybko w upale, nie było komu chować. Grabarze chorowali na skutek radioaktywności. Fosfor w kościach zmarłych stał się radioaktywny i promieniował. Ludzie ciężko porażeni dostawali krwotoków z jamy ustnej. Gdy krwotok ustaje – człowiek umiera”.

Opis wstrząsający. Nikt chyba jednak nie zarzuci pisarzowi, że uprawia tu przysłowiową „sztukę dla sztuki”. I w tym fragmencie, i w całej twórczości Wolanowskiego   f o r m a   jest podporządkowana treści. Więcej – jest jej pochodną. Służebną rolę wobec tematu odgrywa więc i styl, i słownictwo autora. Niekiedy jest to język suchy, rzeczowy, informacyjny. Kiedy indziej urzeka barwą i soczystością. Bywa wreszcie, że jest pełen ciepła i humoru. Specyficzny to humor. Pełen autoironii, przymrużenia oka, często nieoczekiwanie i a znakomicie rozładowuje zagęszczony tekst, wywołuje u czytelników śmiech serdeczny. Te perełki humoru pisarz rozsypuje w książkach bardzo oszczędnie – tym są cenniejsze.

Gdy mowa o warsztacie pisarskim Wolanowskiego, trzeba stwierdzić, że choć twórczość jego (używając metody „szufladek”) należy zaliczać do tak zwanej literatury podróżniczej – różni się ona zasadniczo od książek czołowych przedstawicieli tego gatunku, jak Fiedler, Korabiewicz czy Lepecki. Nie tylko dlatego, że autor Klejnotu Korony wyrósł z dziennikarstwa i zawód ten uprawia do dzisiaj. Nie tylko dlatego, że w książkach Wolanowskiego nie ma – w porównaniu z wymienionymi pisarzami – ani grama fikcji literatury. Wolanowski jest – i w tym cała przyczyna jego „inności” – podróżnikiem i pisarzem w pełnym tego słowa znaczeniu   n o w o c z e s n y m.   Nie interesuje go egzotyka w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. W podróżach swych nie przeprawia się przez pierwotne dżungle czy najeżone kataraktami rzeki, nie poluje na dzikie zwierzęta, nie szuka okazów bogatej flory (stąd w jego książkach bardzo mało opisów przyrody), nie odkrywa ukrytych w głębi puszczy wiosek ludów prymitywnych. Nie szuka – innymi słowy – reliktów świata niknącego. Pociąga go natomiast to wszystko, co kryje się pod pojęciem   w s p ó ł c z e s n o ś ć,   to, co jest symptomatyczne dla świata dzisiejszego. W książkach Wolanowskiego znajdują pełne odbicie takie choćby fakty, jak ten, że cywilizacja wypiera egzotykę nawet w najbardziej zapadłych zakątkach naszego globu, czy ten, że polityka wywiera kapitalny wpływ na życie każdego człowieka, pod każdą szerokością geograficzną.

Kim więc jest Lucjan Wolanowski? – Znakomitym kontynuatorem „Szalejącego reportera” – Egona Erwina Kischa, badaczem i komentatorem współczesnego świata, łowcą przygód i sensacji XX wieku.

KRYSTYNA GOLDBERGOWA

* Tę część relacji spisałam na podstawie rozmowy przeprowadzonej z Lucjanem Wolanowskim – K. G.

Powrót do spisu treści