Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Z dołu globusa (1985)

„Kurier Polski” (Warszawa)
Nr … / 24. 10. 1985 r.

Ponieważ trwają jeszcze rozmowy na temat zakończonego właśnie serialu australijskiego „Powrót do Edenu”, zaczęłam moją rozmowę z Lucjanem Wolanowskim, autorem Poczty do Nigdy-Nigdy i wielu innych książek podróżniczych, od pytania o jego sąd w tej sprawie.

.

.

- Byłoby nieporozumieniem - mówi pisarz - gdybyśmy w serialu telewizyjnym, operującym sensacją i będącym opowieścią o dziwnych kolejach losu bohaterki szukali przewodnika po dalekim kraju w dole globusa. Jednakże mam wrażenie, iż jest on głęboko osadzony w realiach australijskiej rzeczywistości. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, iż pewne wątki mogą być niejasne, jako że to, co dla telewidza w Australii jest czymś oczywistym, w naszej starej Europie wymagałoby wprowadzenia. Na przykład radiotelefon, który jest jedynym sposobem szybkiego nawiązania łączności między domem na odludziu a najbliższą osadą czy posterunkiem policji. Hangar w pobliżu domu czy przyloty i odloty awionetkami bohaterów serialu też nie są fantazją.

„Tyrania odległości” sprawiła, że bardzo wielu mężczyzn i kobiet ma tam licencję pilota i że małe samoloty, które wolno im pilotować, ogromnie poprawiły jakość życia na rozległych terenach Australii.

Lucjan Wolanowski nie jest ani geografem, ani historykiem. Po pięciu podróżach do Australii nie twierdzi nawet że zna ten kraj. Powiada: Ja  w i d z i a ł e m  Australię. To jest różnica. Może dodałbym, iż nie ma człowieka, który może uczciwie powiedzieć, że zna Australię. Jest to fizycznie niemożliwe, nikomu nie starczyłoby życia na poznanie tego kraju. Przecież to pierwsze w dziejach państwo, które zajmuje cały ląd i to jeszcze z przyległościami.

Do naszej rozmowy doszło, gdy zainteresowana serialem TV sięgnęłam po książkę Poczta do Nigdy-Nigdy. Cztery wydania polskie rozeszły się już dawno, teraz w przygotowaniu nowe, gruntownie odświeżone i wzbogacone aktualnymi realiami. Przełożono ten reportaż jak dotąd na cztery obce języki. Autor wydal już dwie inne pozycje poświęcone Australii. Teraz w drukami jest Ani diabeł, ani głębina, czyli dzieje odkryć tego kontynentu. tak europejskich jak i malajskich czy chińskich. Skąd takie zainteresowanie u warszawiaka z dziada pradziada?

Mówi reporter: „Właściwie od wielu lat nie zajmuję się innymi tematami. Wiele wędrowałem po Azji Południowo-Wschodniej w rejonie zachodniego Pacyfiku, skakałem z wyspy na wyspę. Ale jestem głęboko przekonany, że współczesny nam świat jest zbyt skomplikowany. - by znać się na wszystkim. Wybrałem więc Australię. Właściwie od czasów Seweryna Korzelińskiego nie było oryginalnego polskiego reportażu z dołu globusa, a Korzeliński był tam przeszło 150 lat temu. To teraz inny kraj. inni ludzie, inne obyczaje...”

Wygląda więc na to, że reporter znalazł lukę na rynku wydawniczym i niejako wyszedł na spotkanie zainteresowaniom czytelników. Twierdzi, że nie bardzo zna receptę reportażu, powiada, iż nie pasjonuje się teorią, ale praktyką. Ale po namyśle mówi mi, że „żyje anegdotą”. Nie bardzo pojmuję to sformułowanie. Wyjaśnia: „Nie zajmuję się statystyką, każdy znajdzie ją sam, to są dane ogólnie dostępne. Polityka i gospodarka interesują mnie wtedy, gdy mogę opowiedzieć czytelnikom jak żyją ludzie i z czego żyją. Nie ma nudnych tematów, są tylko nudni reporterzy. Staram się więc opowiedzieć wszystko tak jak w rozmowie. Nikt nie chce uchodzić za nudziarza, prawda? Oglądałem tam mnóstwo ciekawych wydarzeń, wiele czytam źródeł historycznych, staram się zebrać z nich śmietankę i przekazać mym czytelnikom”.

Istotnie w mieszkaniu kilka półek z książkami australijskimi. Na ścianie wielka szczęka rekina - ludojada, zwanego biała śmierć, którego zastrzelono z pokładu australijskiego statku wielorybniczego, na którym odbył rejs reporter. Obok duża skorupa żółwia z wyspy Czwartek, przywieziona z innej wyprawy - australijskim statkiem obsługującym latarnie morskie na Morzu Koralowym. Malowidła tubylcze na rozklepanej korze eukaliptusa. Pytam, czy wybiera się w szóstą podróż do Australii. Wzdycha: „Ja się wybieram, ale tymczasem mnie nie wybierają”.

ELŻBIETA STĘPKOWSKA

Powrót do spisu treści