Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Lucjan Wolanowski (26 II 1920–20 II 2006) - Pożegnanie (2006)

„Gazeta Wyborcza” („Stołeczna”)
Nr .. / 1. 03. 2006 r.

Gdy prosiło się go o receptę na dobry reportaż, odpowiadał zwykle anegdotą o trębaczu, pytanym o to, jak powstaje muzyka: „To bardzo proste. Bierze się trąbkę, dmucha z jednej strony, a muzyka wychodzi z drugiej". Niezwykła w tym przypadku łatwość pisania nie oznaczała bynajmniej przyzwolenia na niedokładność, nudziarstwo czy nieautentyczność pisarskiego świadectwa. Lucjan Wolanowski, jeden z najciekawszych polskich reporterów ostatniego półwiecza, 26 lutego b.r. skończyłby 86 lat. Zmarł 20 lutego 2006 r. w Warszawie.

W dzisiejszych czasach wszechobecności mediów elektronicznych i związanej z tym ewolucji sposobu przekazywania informacji tzw. reportaż podróżniczy przegrywa przeważnie z obrazem telewizyjnym, czy nawet naprędce konstruowaną historią ze stron kolorowego czasopisma, zawierającą bardziej sensacyjny niż faktograficzny opis zdarzeń i sytuacji będący ponadto zbyt często jedynie krótkim wprowadzeniem czy obudową fotografii. W kraju mającym ogromne tradycje i dorobek w dziedzinie literatury faktu niemal nie wydaje się książek, dotyczących tego tematu, tak jeszcze niedawno obecnych w księgarniach i omawianych w prasie.

Jednym z najlepszych przedstawicieli tego gatunku był właśnie Wolanowski. Urodzony w Warszawie uczęszczał do warszawskiego gimnazjum im. Reja, później uczył się także w Gimnazjum Jana Wieczorkowskiego w Rabce. Na Podhalu właśnie powstały jego pierwsze artykuły pisane do szkolnej gazetki „Szczebioty”, redagowanej m.in. wspólnie z Jackiem Woźniakowskim, późniejszym profesorem historii sztuki, założycielem „Znaku" i publicystą „Tygodnika Powszechnego”. Studia na politechnice w Grenoble przerwał wybuch wojny. W czasie okupacji przez kilka lat ukrywał się przed Niemcami, gdy jego rodzina odmówiła zamieszkania w warszawskim getcie. Rozpoczął współpracę z prasą podziemną, prowadząc nasłuchy audycji radiowych BBC oraz francuskich zwolenników de Gaulle’a i sporządzając z nich serwisy prasowe. Do końca przechowywał swoje pierwsze dziennikarskie honorarium z tamtego okresu - okupacyjne 50 złotych otrzymane z rąk Teofila Sygi - ówczesnego redaktora podziemnego pisma „Dzień Warszawy”, późniejszego znanego mickiewiczologa.

Po wojnie pracował kolejno w Polpressie (dawna nazwa PAP), tygodniku „Świat” (aż do czasu rozbicia redakcji w 1969 roku, będącego pokłosiem Marca '68), pismach „Dookoła świata” i „Magazynie Polskim”. Przez wiele lat publikował w „Przekroju”, gdzie po dokumentalnych relacjach, opisujących czas wojny ukazywały się jego reportaże z najdalszych zakątków globu. Pisywał także do „Życia Warszawy", „Expressu Wieczornego” (tu m.in. relacje z głośnego w latach 50. krakowskiego „Procesu Mazurkiewicza”). Cykle korespondencji z Azji, Dalekiego Wschodu czy Australii publikował w „Dookoła świata” i „Kontynentach”. Jego dorobek to 24 książki, często wznawiane i przekładane na obce języki.

Zaczynał Wolanowski opisem rzeczywistości krajowej. Do 1956 roku relacjonował powojenne procesy zbrodniarzy wojennych, m.in. sprawy personelu oświęcimskiego czy agentów Gestapo. Przełom 1956 roku stał się okazją do pierwszych wyjazdów zagranicznych. Wydana w tym czasie książka Dokąd oczy poniosą… przynosiła relacje z wędrówek po Europie Zachodniej i Północnej. Kraje takie jak Szwecja, Norwegia, Islandia, Holandia czy Szwajcaria, opisywane przecież i wcześniej, były dla Wolanowskiego pretekstem do wyłuskiwania historii, zdawałoby się, zupełnie codziennych, zgoła niezauważalnych dla przypadkowego badacza, ale ciekawych przez opis niepowtarzalności danego środowiska, zwyczajów, a przede wszystkim ludzi, którzy mimo oddalenia geograficznego, stawali się bliscy, dobrze znani czytelnikowi. Od pierwszych relacji widoczny był także charakterystyczny i w późniejszych książkach humor ich autora, skłonność do przeplatania relacji anegdotą i aforyzmem.

W latach 60. Wolanowski był już uznanym reporterem rzadko bywającym w kraju. W wyniku pobytu w Japonii powstała książka pt.: Zwierciadło bogini złożona z reportaży, drukowanych w „Świecie". Wolanowski był pierwszym polskim dziennikarzem wpuszczonym po wojnie na Okinawę; odwiedzał osady trędowatych, szkoły gejsz, japońskie przedsiębiorstwa produkcyjne i pracownie uczonych, sięgając i tym razem do relacji z przeszłości, konfrontując swoje spojrzenie z plastycznym językiem dawnych opowieści o Kraju Kwitnącej Wiśni. Warto pamiętać, że w owym czasie Japonia była krajem stosunkowo mało znanym w Polsce, a jej wizerunek po stuleciu zaledwie otwarcia na świat zewnętrzny bywał często mącony doraźną opinią polityczną, wspomnieniem nie tak odległej rzeczywistości wojennej.

Równie ciekawą relacją, powstałą na początku lat 60., był reportaż z wybuchłej wówczas epidemii cholery w Hongkongu. Reporter, kontynuujący w tym czasie swoją pierwszą podróż dookoła świata, zaskoczony poruszeniem na lotnisku w czasie międzylądowania, postanowił pozostać w samym ognisku zarazy, opisać, na wzór „Dziennika roku zarazy” Defoe, dramat miasta opętanego szaleństwem śmierci, mechanizm strachu i wynikających z tego zachowań ludzkich. Książka ta, wydana pod tytułem Klejnot Korony, otrzymała nagrodę SDP za najlepszy reportaż roku. Zwracano uwagę na drobiazgowość autora, nie unikającego spotkań i rozmów ze zwykłymi ludźmi; czas swoistej przymusowej kwarantanny był dla pisarza okazją do konfrontacji blasku wielkomiejskich świateł z wyludnionymi zaułkami portowymi, nędzy większości sąsiadującej z bogactwem nielicznych fortun. Bo przecież – co zresztą Wolanowski podkreślał wielokrotnie w swoich relacjach - nie dałoby się zrozumieć kraju, w którym się przebywa, zza okien klimatyzowanego hotelu.

Wędrówki Wolanowskiego objęły w tym czasie również wiele innych krajów różniących się często od siebie narodów, zwyczajów i kultur. Pisarza akredytowano m.in. przy kwaterze wojsk ONZ-u, podczas operacji desantowych na Nowej Gwinei (lata 1962-63, okres kulminacji sporu Indonezji z Holandią o te tereny). W 1965 roku był stypendystą Departamentu Stanu USA, obecnym (jako przedstawiciel „Świata”) na Przylądku Kennedy’ego, podczas wystrzelenia pojazdu kosmicznego Gemini 5. Publikowane wówczas na łamach „Świata" i „Dookoła świata” cykle korespondencji objęły m.in. region Dalekiego Wschodu: Kambodżę, Malaje, Singapur, Filipiny i Borneo, Nową Zelandię i wreszcie Australię, mającą wkrótce stać się głównym tematem zainteresowań reportera. Kolejno wydawane były książki: Księżyc nad Tahiti..., Dalej, niż daleko i Ocean nie bardzo Spokojny.

Charakteryzował twórczość Wolanowskiego brak pedantem, nie będący wszakże niedokładnością, wszelkie zaś podsumowania pozostawały wolne od jednoznacznie kwalifikujących ocen czy pochopnie wydanych opinii. Pisarz potrafił też przy okazji odsłonić swój warsztat pisarski, ujawniać przed czytelnikiem sposoby zdobywania informacji, metody pozyskiwania relacji, źródła „żywe” czy pisane, historyczne i współczesne. Wszystko to z niesamowitą ilością drobnych, ale jakże ciekawych, anegdotycznych migawek, umiejętnie wplecionych w główny nurt opisu (kto na przykład wiedział o istnieniu w Malezji lat 60. XX wieku wiosek o nazwach Szpilka do Włosów, Zbiegła Papuga czy Noś Trupa na Głowie? Kto słyszał, że w Japonii długość życia ludzkiego liczona była od poczęcia?). Bogactwo lapidarnych informacji nie oznaczało jednakże tak częstego w tym gatunku natłoku dygresji czy niepotrzebnych, rozlewnych informacji, burzących tok narracji. Pisarz przytaczał na tę okoliczność słowa zaprzyjaźnionego z nim Josepha Kessela, jedynego reportera zasiadającego w gronie francuskich Akademików, który mawiał, że „im więcej szczegółów, tym mniej czytelników".

Od 1967 roku Wolanowski był doradcą Wydziału Informacji Światowej Organizacji Zdrowia WHO. W Genewie znano już jego książkę o epidemii w Hongkongu, powierzono mu więc sporządzenie relacji dotyczącej chorób tropikalnych na Dalekim Wschodzie, Ukazanie warunków życia w najbardziej zagrożonych regionach świata. Jako jeden z trzech reporterów delegowanych przez WHO (wśród owej trójki był także Joseph Kessel) dotarł w najbardziej ubogie i zacofane rejony Indii i Filipin, Sarawaku, Sabah i Brunei. Jego raporty dotyczyły także handlu narkotykami na Dalekim Wschodzie, m.in. w Hongkongu. Relacja z tej podróży nosiła tytuł: Upał i gorączka. „Śmierć podróżuje odrzutowcem" - pisał wówczas Wolanowski, przestrzegając, jak łatwo groźne, nieopanowane przecież do końca choroby tropikalne przemieszczają się na duże odległości, docierając w miejsca, w których bynajmniej nie spodziewano by się inwazji malarii czy trądu pod koniec tysiąclecia.

Osobny i chyba najokazalszy rozdział w twórczości Wolanowskiego zajęły reportaże poświęcone Australii. Pierwsza i najbardziej znana książka pisarza poświęcona piątemu kontynentowi nosiła tytuł: Poczta do Nigdy-Nigdy. Książkę tę określał pisarz jako najważniejszą w swym pisarskim dorobku. Istotnie: ta pierwsza od czasów XIX-wiecznego opisu Seweryna Korzelińskiego polska relacja o Australii liczyła blisko siedemset stron druku, dając niezwykłe świadectwo historyczne, geograficzne i obyczajowo-społeczne „kraju w dole globusa". Wraz z Wolanowskim uczestniczymy w locie pocztowym na ogromne odległości krainy „Nigdy-Nigdy", gdzie poszczególne farmy dzieli czasem od cywilizacji kilkaset kilometrów. Książka przynosi opisy ostatnich już połowów wielorybniczych, wkrótce potem oficjalnie zakazanych. Reporter przypatruje się pracy Aborygenów - tropicieli śladów, towarzyszy poszukiwaczom złota i opali, relacjonuje historię polskiego osadnictwa w Australii. Mnóstwo tu informacji o życiu codziennym: wyścigach konnych, dyskryminacji rdzennej ludności, hodowlach owiec i metodach tępienia zagrażających im dzikich psów dingo. Ale i procesach sądowych, między dwoma stanami australijskimi o... kilkadziesiąt mil kwadratowych przyległego morza. Sprawa ta toczy się od 1834 roku, a sędziowie, jak w Wielkiej Brytanii (co skądinąd zrozumiałe), występują w białych perukach z warkoczem...

Inne książki poświęcone Australii ukazywały się w latach 70. i 80. Były to kolejno: Min-Min. Mała opowieść o wielkim lądzie (KAW 1977; książka dla młodzieży), Ląd, który przestał być plotką (PIW 1983) i Ani diabeł, ani głębina (Nasza Księgarnia 1987). Ostatnia z nich stanowiła zupełnie historyczną już relację odkryć przygotowaną i wydaną na okoliczność dwustulecia białego osadnictwa w Australii, które obchodzono w 1988 roku.

MARIUSZ KUBIK

Powrót do spisu treści

.

.