Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Lucjan Wolanowski (2007)

"Podkowiański Magazyn Kulturalny"
Nr 52 / zima 2007 r.

Otrzymaliśmy ciekawą przesyłkę: pan Mariusz Kubik nadesłał dla Magazynu numer "Gazety Uniwersyteckiej" wydawanej przez Uniwersytet Śląski w Katowicach, numer kwietniowy z 2006 roku. Cały poświęcony jest zmarłemu w lutym Lucjanowi Wolanowskiemu, pisarzowi, reporterowi i globtroterowi. Przygotowując tę notatkę, korzystaliśmy m. in. z tekstów i danych zamieszczonych w nadesłanym numerze, a także z informacji przekazanych przez panią Różę Walcową.

Lucjan Wolanowski, prawnuk przemysłowca i fabrykanta Majera Wolanowskiego, syn Róży Wolanowskiej i adwokata Henryka Kona urodził się w 1920 roku. Uczył się w gimnazjum im. M. Reja w Warszawie oraz, razem z Jackiem Woźniakowskim, w Sanatoryjnym Gimnazjum Męskim im. J.Wieczorkowskiego, gdzie obaj redagowali pismo „Szczebioty”. Studiował w Grenoble na Wydziele Elektrochemii i Elektrometalurgii Uniwersytetu Politechnicznego. Wrócił do Polski latem 1939 roku.

Podczas okupacji Lucjan Wolanowski wraz z ojcem, mecenasem Henrykiem Konem i siostrą Elżbietą (później Wassongową, redaktorką i tłumaczką), ukrywał się pod Warszawą, w Sochaczewie i w Podkowie Leśnej. W publikowanych na naszych łamach wspomnieniach Stanisławy Mysłakowskiej „Borowin w czasie okupacji” (Magazyn 1–2 / 2002) znajdujemy taki akapit: Mecenas Kon, mąż zmarłej koleżanki Wolanowskiej wraz z córką i synem Lucjanem Wolanowskim w chwili krytycznej pomiędzy jedną zdyskwalifikowaną placówką a drugą umieszczony przez siostrę w naszej oficynce, mieszkał kilka tygodni na Borowinie. W tym czasie zdarzył się casus pseudotragiczny, bo gdy raz siostra dla pokrzepienia ducha zaniosła im tam świeże gazetki, weszło nagle dwóch Niemców. Wszyscy zmartwieli ze strachu. Okazało się jednak, że szukają jedynie mieszkania dla swego kolegi i bardzo grzecznie, na nic nie zwracając uwagi, wyszli...

Podsumowując ten czas i jego zagrożenia Stanisława Mysłakowska wspomniała miejscowego donosiciela, który został rozstrzelany przez AK. On właśnie doniósł Niemcom o ukrywającej się w Borowinie rodzinie Konów. Ale na szczęście skończyło się na niczym. W tym momencie (najścia Niemców) Konów już na Borowinie nie było. Innym miejscem, gdzie rodzina znalazła schronienie, był dom państwa Drabikowskich.

O swoim pobycie w Podkowie w czasie okupacji wspominał Lucjan Wolanowski: Koniec wojny w Podkowie Leśnej to nie były dla mnie żadne czołgi, żadne armaty. Pod dom podjechał jeden krasnoarmiejec na kucu i zapytał: Giermańcy gdie? – i pojechał dalej.

Debiutował w 1941 roku w piśmie „Kronika Tygodniowa” pisząc pod pseudonimem „Wilk.”, później w wielonakładowym „Dniu Warszawy” – 1943–44. O latach ukrywania się w różnych domach pisał, że był to dla niego okres intensywnej nauki i pracy: W roku 1941 nawiązałem kontakt z Armią Krajową, dostałem radio z londyńskich zrzutów i to była moja pierwsza praca dziennikarska – opracowywanie serwisów informacyjnych. Czasu miałem dużo, bo przez te 5 lat praktycznie w dzień nie wychodziłem z domu. Więc ze strachu nauczyłem się niemieckiego, a z potrzeby słuchania BBC – angielskiego.

Przygotowywał komunikaty na podstawie informacji z BBC dla polskiego podziemia. Po wojnie pracował w PAP. Był sprawozdawcą z konferencji dla dziennikarzy zagranicznych w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. W 1950 ożenił się z Anną Bożeną Szumowską, śpiewaczką, solistką opery Poznańskiej, z którą rozstał się w 1969 r.

Specjalizował się w literaturze faktu, pisał reportaże dla pisma „Świat” a później „Dookoła świata” i „Przekroju”, „Expressu Wieczornego” i in. Wyjazd do Szwecji otworzył mu drogę do odległych zakątków świata, gdzie podróżował jako korespondent. Był na Biegunie Północnym, pływał z australijską flotą wielorybniczą i po Morzu Koralowym, odwiedził Nową Gwineę i Monte Carlo. Odbył kilka podróży dookoła świata. Był akredytowany przy wojskach ONZ w czasie operacji desantowych w Nowej Gwinei, i stypendystą Departamentu Stanu USA w 1965 r. Miał możliwość obserwacji na żywo wystrzelenia pojazdu Gemini 5 i pełnił funkcję doradcy Wydziału Informacji Światowej Organizacji Zdrowia WHO w Genewie, a następnie w Azji Południowo-Wschodniej i Oceanii. Książka Upał i gorączka miała wiele tłumaczeń i trzy wydania krajowe.

Spostrzeżenia spisywał żywo, ciekawie i z humorem, o czym wspominają w recenzjach Melchior Wańkowicz, Jan Alfred Szczepański, Wisława Szymborska i Andrzej Drawicz. W 1961 roku ukazała się jego książka Klejnot Korony – reporter w Hongkongu w godzinie zarazy, pierwsza pozycja przełożona na języki obce, a pisana na żywo, podczas epidemii cholery. Reportaże Wolanowskiego drukowano w prasie zachodniej, a książki tłumaczono na francuski, angielski, duński, szwedzki. Warto przypomnieć kilka najbardziej znanych: Poczta Nigdy-Nigdy, japońskie impresje Zwierciadło bogini, Buntownicy Mórz Południowych, Księżyc nad Tahiti... i inne. Wiele lat reporter spędził w Australii i opisał ten kontynent ciekawie i dokładnie w kilku książkach. Tam zresztą zamieszkała na stałe jego córka. On sam jednak pozostał w kraju.

Napisał 25 książek reportażowych wznawianych i przekładanych na inne języki. Za zasługi odznaczono go Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskich Orderu Odrodzenia Polski, a także Orderem Gwiazda Rumunii oraz licznymi nagrodami. Otrzymał też honorowe obywatelstwo miasta Springfield w stanie Illinois w USA. Przyjaciele wspominają Lucjana Wolanowskiego jako człowieka uczynnego, życzliwego, prawdomównego i z otwartym sercem dla wszystkich ludzi. Jego rozległa wiedza brała się z ciekawości ludzi i świata.

MAŁGORZATA WITTELS

Powrót do spisu treści