Lucjan Wolanowski
SmodCMS

W roku czwartym ery pasażerskich odrzutowców piszę te słowa ja, Lucjan, syn Henryka...

...rodem z Warszawy, o tym, com widział w dalekim Hongkongu, gdziem trafił wędrując dookoła świata. Kłaniam się nisko i pod kolana podejmuję mego naczelnego redaktora i wszystkich panów prezesów oraz panów dyrektorów a także panów konsulów i innych możnych tego świata, którzy mnie maluczkiemu podróż taką odbyć zezwolili. Biję im czołem, że lubo skąpo, ale mnie na tę drogę sypnęli nieco grosiwa i dali dobre słowo oraz wizy i inne dokumenty. Kazali też mi wstrzyknąć czy to w ramię, czy pod łopatkę, czy - z przeproszeniem czcigodnych pań - w pośladek szczepienia przeróżne, przed paskudnymi chorobami strzec mające.

Co potem okazało się wielce przemyślne i pochwały godne, jako że w owym Hongkongu w Azji Pan Bóg niemalże wysłuchał modłów moich wrogów, zsyłając na tę piędź ziemi, skorom zawitał w jego bramy, zarazę groźną. Ją to właśnie wiernie tu opisać pragnę, opowiadając prawdę i tylko prawdę, rączego nie ukrywając z tego, co mi jest wiadome. Widziałem bowiem w owym mieście wiele rzeczy przedziwnych, jakich oczy naszych rodaków oglądać nie zwykły, co też zaraz postaram się opisać, nie szczędząc trudu dla zadowolenia tych, którzy słowa moje w swej największej łaskawości przyjąć raczą.

Rozdział następny