Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Teraz, kiedy zostało powiedziane to, co było najpilniejsze...

... należałoby rzec coś o samym Hongkongu i jak się tam dostałem

Trzeba się dobrze wpatrzeć w mapę Azji, aby na zachodnim krańcu Oceanu Spokojnego dojrzeć tę maleńką plamkę u wybrzeży Chin. Gdybyśmy jednak przybliżyli się niby widz kinowy, któremu teleobiektyw podaje jak na dłoni jakiś wybrany skrawek obrazu - to dostrzeglibyśmy, że cała ta brytyjska kolonia koronna składa się z lądu stałego oraz roju wysp. Gdybyśmy dalej zaczęli liczyć każdą kępę lądu sterczącą z morskich fal, a mającą ślady jakiejś roślinności - to doliczylibyśmy się aż dwustu wysp. Ludzie jednak mieszkają tylko na siedemdziesięciu.

Nasz samolot podchodzi do lądowania od strony morza. Na betonowej grobli, przecinającej szarym pasem zatokę, a będącej polem startowym wielkiego lotniska pasażerskiego - tłok w dzień i w nocy. Co kilka minut siadają tu lub zrywają się do lotu długodystansowe odrzutowce niemal wszystkich większych przedsiębiorstw lotniczych Europy i Ameryki. Między nimi kręcą się dychawiczne maszyny małych, prywatnych linii, przewożące bliżej nieokreślone towary do nieokreślonych bliżej miejsc za bardzo konkretne pieniądze...

Krążymy nad miastem, czekamy posłusznie na kolejkę. Przez te kilka minut okrążamy szczyt Motinleng, czyli Wspaniale Dotykający Niebios, widzimy pod nami leżące już na lądzie stałym, ale należące do kolonii miasto Kaulun, czyli Dziewięć Smoków.

Jeszcze dalej w głębi lądu, rozrzucone na brunatno zielonkawych stokach górskich, stoją białe wille, odcinające się swą samotnością od stłoczonego masywu wielkiego miasta, gdzie z dużej wysokości z trudem tylko można odróżnić wyżłobione w gmatwaninie domów, domków i gmachów - nikłe ścieżki ulic.

Ten klejnot przybył Koronie Brytyjskiej dopiero w 1842 roku w wyniku wojny opiumowej. Brytyjczycy zagarnęli wtedy samą wyspę Hongkong oraz - na lądzie stałym - Ciulung, zwany przez Anglików Kaulun.

Dalsza część półwyspu Kaulun wcielona została do posiadłości brytyjskich w roku 1860, zaś tak zwane „Nowe Terytoria” włączone zostały do kolonii w roku 1898, jako „dzierżawa na 99 lat”.

Blisko stąd do Zwrotnika Raka, dają się tu odczuć kaprysy klimatu. Chiński Nowy Rok, który - jak wiadomo - jest świętem ruchomym i wypada w naszym lutym, zaczyna tu wiosnę, czyli okres ulewnych deszczów. W lecie spada na tę ziemię trzy czwarte deszczów, jakie natura trzyma w zanadrzu dla Hongkongu. I jakkolwiek zdarza się, że jednodniowy opad jest tu większy niż całoroczny w Londynie, to jednak właśnie brak wody jest chyba największą plagą tej kolonii. Ani jedna rzeka nie niesie słodkiej wody, tak potrzebnej dla ściśniętych tu ponad trzech milionów ludzi, których co roku jest znów o trzysta tysięcy więcej... Owszem, zbiera się wodę deszczową bardzo starannie i dostarcza miastu systemem skomplikowanych akweduktów - jednak w gruncie rzeczy ten sztuczny twór zaopatruje się w wodę w Chinach Ludowych, które są naturalnym zapleczem tej chińskiej ziemi, zajętej przez Brytyjczyków.

I tak zgadało się nam o klimacie... Reporter zjawia się tu na przełomie sierpnia i września prosto z wysp Mórz Południowych i nagle zdaje mu się, że spiekota Fidżi czy skwar Tuamotu - to przyjemny chłodek w porównaniu z tym, co tu widzi i czuje... W porównaniu, w porównaniu... Zaraz, zaraz! Już mam! To się da porównać chyba tylko z pralnią w suterenie: wilgotny upał, przed którym nie ma ucieczki... Termometr nie zawsze informuje dobrze - trzeba jego dane zestawić z odczytaniem hydrometru, aby zdać sobie sprawę z tego, jakim jest Hongkong w owym czasie, kiedy w naszej starej Europie ma się już ku jesieni, noce przynoszą ochłodę i dni nie są już tak gorące jak w środku lata.

A jednak te ponad trzy miliony Chińczyków, między którymi żyje mała garstka brytyjskich urzędników administracji kolonialnej, kupców i wojskowych - żyją i pracują nie w klimatyzowanych pałacach i hotelach, ale bądź w spiekocie portu czy ulicy, bądź w skwarze zatłoczonych do niewiarygodnych granic domów.

Rozdział następny