Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Teraz będzie o studni z ulicy Szerokiej a także o przerażającym czynie pewnego profesora..

 ... z Monachium oraz o bardzo drobnych żyjątkach mających kształt przecinków

Kiedy w roku 1854 cholera mordowała ludzi w Londynie, pewien lekarz nazwiskiem John Snow nie chciał ani rusz zgodzić się z wielkimi sławami medycyny, uczącymi, że zaraza powstaje na skutek miazmatów. John Snow miał dziwny pomysł. Uważał, że zaraza ustanie, jeżeli odkręci się rączkę od pompy publicznej studni przy ulicy Szerokiej. Ustalił mianowicie, że zaraza omijała domostwa, które miały własne studnie, a nie czerpały wody z publicznych. Kojarząc sobie pewne fakty, lekarz doszedł do przekonania, że to woda rozprzestrzenia zarazę.

Pewien Niemiec nazwiskiem Robert Koch wyruszył do Kalkuty. W pokrajanych przez siebie zwłokach czterdziestu zmarłych na cholerę znalazł dziwne bakterie w kształcie przecinków - chociaż właściwie były one raczej kropkami, znakami przestankowymi, które zamykały życie. Robert Koch też nie wierzył w miazmaty. Powiedział ludzkości, że bakterie wcale nie powstają same z siebie, uważał bowiem, że rozmnażają się w brudnej wodzie lub we wnętrznościach ludzkich.

Wykpił go wielce szanowny pan Profesor Pettenkofer z Monachium. Stary Bawarczyk, ku przerażeniu lekarzy zebranych na konferencji, łyknął probówkę z bakteriami cholery, wystarczającymi do zgładzenia dywizji wojska. Gładził sobie potem ironicznie swą siwą brodę i zgryźliwie zastanawiał się głośno nad swą przyszłością...

Nauka po dziś dzień nie umie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego profesora nawet brzuch nie rozbolał. Faktem jest bowiem, że ci, którzy przez nieostrożność łyknęli przecinkowce, ginęli w strasznych mękach. Ale dzięki tym, którzy zginęli przy badaniach naukowych - wydarto chorobie jej tajemnicę.

Otóż cholera wylęga się około sześciu dni. Kiedy statki pływały bez pośpiechu - ten, kto nosił zarazki, nie mógł żywy dotrzeć do Europy z dalekich Indii, umierał w drodze. Dopiero szybkie statki dowiozły zarazę na nasz kontynent, a teraz - śmierć lata odrzutowcami. Wsiada w Bombaju i jest po kilkunastu godzinach lotu w Europie. Wybiera się na Wschód i oto zjawia się z szybkością tysiąc kilometrów na godzinę na lotnisku Kaitak w Hongkongu.

Rozdział następny