Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Tu reporter dowiaduje się, że kiedy jedni ludzie umierają...

...to inni chcą żyć – ale nie mają za co

Trzeba dobrze mieć się na baczności, wracając nocą do hotelu. Na ulicach pokotem leżą ludzie. Brudne szmaty na wychudzonym ciele, tobołek z całym dobytkiem pod głową. To w bocznych uliczkach.

Za to zaraz za rogiem iskrzą się sklepy zapchane bogactwem. Cały świat wysyła do Hongkongu to, co ma najlepszego. Tu nie płaci się podatków, cło albo nie istnieje wcale, albo jest wręcz symboliczne. Tu Francuzi kupują francuskie perfumy za pół ceny, aby je zabrać do Francji, tu kupisz aparat fotograficzny z Jokohamy za pół ceny, jaką byś musiał dać w Japonii. Wełna australijska tańsza jest tu niż w Australii, Niemcy rzucają na rynek swe kamery, jakich nie ma jeszcze w katalogach europejskich magazynów. Samolot wiezie cenny ładunek z Niemiec, aby tylko szybciej, może jeszcze uda się ubiec konkurencję; tu tylko to, co wczoraj zeszło z taśmy fabrycznej - dziś może zwrócić uwagę nabywcy... Może już jutro żółty człowiek z Osaki dostarczy do samolotu odlatującego do Hongkongu aparat jeszcze tańszy, może amerykański fachowiec jeszcze o jeden krok posunie naprzód optykę precyzyjną? A więc szybko trzeba ubezpieczyć ładunek i najbliższym samolotem, aby tylko szybciej, aby tylko zdążyć, aby ubiec innych!

Tu dowozi się w blokach mrożone mleko z Australii. Tu sprzedają ostrygi z Nowej Kaledonii na przemian z japońskimi, belgijskimi i holenderskimi, aby tylko smakosze mieli je przez cały rok, bez względu na sezon. Tu podaje się wodę mineralną z francuskich uzdrowisk, świeży kawior z Astrachania i owoce z Kalifornii. Telewizja rzuca na ekrany programy dostarczane w „konserwach zza siedmiu mórz. Konserwy, konserwy: w blaszanych trumienkach zalutowano smaki i aromaty, mięśnie wołów argentyńskich i kłębowisko rybek z łowisk islandzkich. Konserwy, konserwy...

Wielki sklep samoobsługowy przy Nathan Road zawiadamia szanowną klientelę, że ma na składzie 14 rodzajów konserw dla psów. A więc witaminizowane mączki rybne i specjalne preparaty mięsne dla psów, których sierść nie ma blasku. Dla pani kota, szanowna pani, polecamy z czystym sumieniem wyroby marki „Kot w butach”, mamy też pokarm dla śpiewających ptaków...

Oderwijmy się od Wystawy, zejdźmy w dół tą ulicą ku przystani promów. Zanim wejdziemy na statek, łączący Hongkong z miastem Kaulun na lądzie stałym, mijamy po prawej komisariat policji. Tablica ogłoszeń, listy gończe. Zaraz obok zdjęcia ludzi, którzy co prawda już nie uciekają, ale z którymi kolonialna policja ma nadal kłopot. Przechowuje się ich w kostnicy, może znajdzie się ktoś, kto ich rozpozna. Zupełnie jak gdyby to nie było wszystko jedno, jak zwał się człowiek, który przecież za życia nikogo nie obchodził... Zdjęcie opatrzone jest angielskim skrótem umownym CM lub CF, co ma oznaczać Chińczyka względnie Chinkę. Wszyscy się tu śpieszą, wszyscy pędzą i nikt nie zatrzyma się, aby przeczytać, że CM znaleziony w kanale portowym, utonięcie, skrajne wycieńczenie... CF znaleziona na wysypisku śmieci. Zgon z głodu. Ktokolwiek wiedziałby, proszony jest o zawiadomienie najbliższego komisariatu...

Rozdział następny