Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Teraz raz jeszcze potwierdza się stara prawda...

...że gdy jesteś biedny, to musisz umrzeć

„Nigdy nie śpimy” - woła szyld na sklepie. „Zawsze na twe usługi” - zapewnia wywieszka na innym. Hongkong nigdy nie śpi. To prawda. Najgorsza jest taka bezsenność, kiedy się chce spać, ale nie ma się kąta do spania. Nocami snują się więc ulicą metropolii biedacy, mający kąt wynajęty wspólnie z innymi nędzarzami. Znaczy: na zmianę. Teraz ja skulę się na barłogu, a ty wałęsasz się ulicami, potem ja o świcie wracam i walę się na posłanie, a ty idziesz przed siebie...

Hongkong nigdy nie śpi. Port pracuje całą dobę, całą dobę kiwają się nad ladami sklepowymi wymęczeni sprzedawcy, ożywiający się nagle, gdy klient wejdzie do magazynu. W małej knajpce w portowym zaułku występuje dziś sam Tłusty Bob i jego Zaczarowana Trąbka oraz Pięciu Zwariowanych Chłopaków.

Dziewczyny w lśniących sukniach, ukazujących uda przez wysokie rozpięcia, przytulają się do marynarzy i lotników. Tłusty Bob wędruje po sali ze swą Zaczarowaną Trąbką, wyciera ukradkiem pot z czoła, wyciska rzewne trele z błyszczącego mosiądzem instrumentu. Murzyn zna żelazne zasady powodzenia grajka w nocnej knajpie, wie dobrze, że musi tak grać, aby każda kobieta na sali była przekonana, że on gra dla niej i tylko dla niej.

Tłusty Bob odwraca się w swej wędrówce po sali. Daje znak trąbką i jego Zwariowani Chłopcy, obserwujący swego mistrza - kaskadą dźwięków zalewają ciasną i rozgrzaną salę. Ich przemyślane szaleństwo trwa kilka minut. Tłusty Bob znowu sięga do kieszeni po kraciastą chustę, zbiera z lśniącego czarnego czoła kropelki potu. Noc nie przynosi ochłody, 37 stopni pokazuje termometr na kapitanacie portu.

Zaczarowana Trąbka znowu przylega do obfitych warg, opowiadając żółtym dziewczynom o dalekich wyspach Mórz Południowych, gdzie wiatr kołysze palmami. ZaczarowanaTrąbka łka miłosną pieśnią, jaką gdzieś tam biały człowiek wymyślił dla jasnowłosej dziewczyny. Kelnerzy uwijają się, uważni i uśmiechnięci, nalewają wszystko, co w Szkocji, Polsce, Kanadzie, Francji lub Japonii wytwarza się z ziemniaków, prosa, pszenicy, ryżu, winogron i owsa...

Innym towarem, jakiego szukają tu żeglarze - są kobiety. Przeważnie ładne, czasem rozpaczliwie młode, przytulają się do mężczyzn przybyłych zza siedmiu mórz. Dużo się pije, mało rozmawia. Trochę nie bardzo wiadomo jak, zresztą i tak wszystko jest wiadome z góry. Czasem na serwecie pojawi się cyfra ze znakiem zapytania, czasem tłumaczy kelner. Kobiety wynajmuje się albo na czas krótki - pan mnie rozumie - albo na godzinę, albo na całą noc... Jeżeli chce pan mieć namiastkę dalekiego domu, niech pan wynajmie dziewczynę na te kilka dni czy kilkanaście godzin, kiedy pana statek stoi w porcie. Będzie wtedy dla pana najbardziej oddaną żoną, pokaże pana koleżankom, a panu - osobliwości Hongkongu. Zanim pana statek nie podniesie kotwicy, będzie pan dla niej tym jednym, jedynym...

Miętoszone spoconymi dłońmi niecierpliwych mężczyzn, dziewczyny stukają obcasami w takt podany przez Zwariowanych Chłopców. Będą wariować jeszcze do piątej rano, chyba że goście każą grać dalej. Perkusista podrzuca pałeczki, pianista przymyka oczy w zapłaconym uniesieniu, przecież goście lubią nastrój i wrzawę, tego nie ma na statku.

Dziewczyny mają tu gdzieś w gniazdach nędzarzy swe rodziny. Nad miastem zawisła zaraza, a one tkwią tu koło obcych mężczyzn, wysłuchują ich zwierzeń, przechwałek, wreszcie pary zaczynają się rozchodzić na posterunki kupionej miłości.

Potem można się będzie ubrać i trzeba śpieszyć do ogonka. Całą noc stoją ludzie przed punktami szczepień. Tłusty Bob gra na swej Zaczarowanej Trąbce, z lotniska z hukiem odlatują odrzutowce, na barłogach nękani robactwem przewracają się nędzarze, śniący o miseczce ryżu, która może będzie jutro a może dopiero pojutrze. A ludzie stoją w ogonkach, czekają na szczepienia. Szerokie bramy zawężono zasiekami z drutu kolczastego. Podpatrzonym u rosłych Szkotów miarowym krokiem, Chińczycy z kolonialnej policji raz i dwa, raz i dwa, raz i dwa przemierzają chodnik wzdłuż czekających i zmęczonych ludzi.

W środę szczepiło się sto tysięcy mieszkańców. W czwartek - nowe sto tysięcy uzyskało nietykalność w obliczu zarazy. W piątek i w sobotę - łącznie pół miliona. Ale do trzech milionów ciągle daleko. Jest teraz niedziela, czwarta nad ranem... Coś się zdarzyło przy samym wejściu, ogonek zafalował, policjanci mniej dostojnie ruszają na miejsce.

Konstablu, co tam się stało? Policjant sam jeszcze nie wie, zaraz rusza na miejsce, gdzie nienaganny szyk nagle się pomieszał. Wraca po chwili, już wie: szczepienia wstrzymane na dziś, sir, zabrakło szczepionki. Będą dostarczać tylko do dzielnic najbardziej zagrożonych.

Wczesnym rankiem w niedzielę wiedziało już o tym całe miasto. Rozkołysane lękiem szukało ratunku. Ratunek był do nabycia, w Hongkongu wszystko jest do nabycia. Prywatni lekarze mają pod dostatkiem surowicy, nikt nie stoi w ogonku, szczepi się szybko. Dziś rano za 40 centymetrów sześciennych włoskiej szczepionki płacono już 180 dolarów. Ta sama porcja kosztowała przed epidemią 6 dolarów i 50 centów. Pojedynczy zastrzyk w niedzielę rano kosztował jeszcze 3 dolary, w południe już płacono 9 dolarów, w nocy z niedzieli na poniedziałek trzeba było 12 dolarów, aby wykupić się od śmierci.

- Uwaga, radiosłuchacze! Przerywamy na chwilę nasz niedzielny program religijny dla anglikanów, aby nadać ważne wezwanie. Transporty szczepionki nadesłane przez Światową Organizację Zdrowia nadejdą w dużych pojemnikach, aby oszczędzić na wadze. Dla rozlewania szczepionki potrzebne są butelki po dżinie marki Gordon. Tylko takie nadają się do automatycznego napełniania aparaturą, jaką dysponują władze sanitarne. Puste butelki proszę kierować pod adresem...

Rozdział następny