Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Teraz jest mowa o tym, jak dziesięć tysięcy ludzi...

... buntuje się na niby i jak górale z Nepalu mają strzec ładu białego człowieka

O zmierzchu wybrałem się na spacer ulicą Nathana, zwaną niegdyś żartobliwie „szaleństwem Nathana” od gubernatora tego nazwiska, który wiele lat temu w przystępie przezorności, którą jego współcześni uważali za obłęd, kazał wytyczyć szeroką ulicę, przekraczającą znacznie potrzeby ówczesnych pojazdów.

Dziś nie jest tam wcale w tłoku samochodów zbyt przestronnie, raz po raz tworzą się korki. Sklepy otwarte są do późnej nocy, niektóre wcale nie są zamykane. Hongkong to zmora związków zawodowych, tu się pracuje od świtu do nocy, przez siedem dni w tygodniu, bez żadnego urlopu. Jedynie chiński Nowy Rok jest zazwyczaj wolny od pracy. Zawsze te same twarze tych samych subiektów pochylają się nad ladami tych samych sklepów - obojętne, czy przechodzi się tamtędy wczesnym rankiem, czy w samo południe, czy późną nocą.

Raptem rozległy się syreny - motocykle policji utorowały drogę dla pędzących samochodów z wojskiem. Wrota koszar rozwarły się szeroko, tłum żądnych widowiska zafalował, rozstąpił się przepuszczając odkryte wozy z krępymi, żółtolicymi żołnierzami o mongolskich rysach. Gurkowie jadą... Szmer tłumu daleki był od słynnego bojowego zawołania „ayo Gurkali!”, czyli „Gurkowie nadchodzą!”, zawołania, które od stu lat rozlegało się na niemal wszystkich frontach, gdzie za sprawę brytyjskiego imperium walczyli ci żołnierze z Nepalu.

Tym razem były to tylko manewry, pozorowane uśmierzanie buntu dziesięciu tysięcy ludzi... Bliższe dane nie były naturalnie przedmiotem rozważań, ale wszyscy wiedzieli dobrze, kim mogą być buntownicy...

Wzniesiono zapory z drutu kolczastego wokół budynków mających w kolonii znaczenie strategiczne, zbrojne oddziały otoczyły pałac gubernatora, sztab policji przy Harcourt Road oraz koszary Victorii. Inne jednostki miały strzec przed gniewem ludu elektrowni, stacji kolejowej oraz Nabrzeża Królowej. Reflektory z okrętu Jej Królewskiej Mości „Vendetta” oświetlały punkty zapalne w kolonii, gdzie - zgodnie z założeniami manewrów – miało dojść do wystąpień przeciw kolonialnej władzy. Policja i wojsko pędziły na samochodach do rybackiej osady Aberdeen, gdzie doszło do ataku buntowników, których rolę grali zgromadzeni tam uprzednio żołnierze.

Kiedy manewry się skończyły, spotykałem często na ulicach tych Gurków, których dwa bataliony stacjonują w kolonii. Mundury khaki obciskają ich krępe, niskie postacie. Twarze spokojne, rzadko - uśmiechnięte. Mieszkańcy Hongkongu są zdania, że Gurkowie mają charakter innych górali - mają więc rzekomo być z natury niezależni, bezpośredni w obejściu, skorzy do bitki i wypitki, biedni, ale pełni życzliwości dla otoczenia. Brytyjczycy uważają ich za doskonałych żołnierzy, chętnie werbują ich do swych wojsk w garnizonach na wschód od Adenu, a ostatnio na Wyspach Brytyjskich; ubolewają nad tym, że pewne oznaki wskazują na rychły koniec zaciągu i wysyłania nepalskich górali w służbie brytyjskiej do pilnowania innych narodów... Brytyjczycy kiwają głowami, przecież Gurkowie wysyłają do swego kraju swój żołd, przecież podobno jest to sumka mająca sięgać jednej piątej całego budżetu Nepalu... Coraz trudniej o najemników – powiadają ci, którzy mają bronić bastionów imperium.

Ale, byłbym jeszcze zapomniał! Podobno Gurkowie mają odznaczać się poczuciem humoru... Może pozory mylą, gdyż ja tam raczej wolałbym z nimi nie żartować. Oczywiście, to musi być bardzo swoiste poczucie humoru, jeżeli się zważy, że Gurkowie słyną z walk partyzanckich, działają nocą i bezszelestnie, mając nieodpartą wręcz skłonność do posługiwania się swymi słynnymi nożami „kukri”. Ich „żarty” są też dość swoiste, jak o tym świadczy pewne wydarzenie z II wojny światowej. Patrol Gurków przeszedł nocą przez linie hitlerowskie we Włoszech i zaskoczył w stodole trzech Niemców, smacznie śpiących na sianku. Poszły w ruch „kukri” – nepalscy górale gładko obcięli głowy dwóm śpiącym po bokach Niemcom. Trzeci, leżący w środku, nie został co prawda wcale draśnięty przez nocny patrol, ale rankiem oszalał, gdy ujrzał koło siebie leżące głowy swych towarzyszy broni...

Od 1857 roku, kiedy Gurkowie pomogli im w stłumieniu rewolty w Indiach, Brytyjczycy płacą im żołd, karmią mięsem jagniąt i kóz, każąc za to, aby wyciągali kasztany z ognia. Wpadli na pomysł, że partyzantkę najlepiej zwalczać partyzantką, że właśnie Gurkowie swymi mistrzowskimi podchodami odegrają złowrogą rolę w tłumieniu ruchów wolnościowych na Malajach.

Jednak czasy Rudyarda Kiplinga i jego „Gawęd spod Himalajów” są już dawno za nami. Budowniczowie imperium stracili twarz w Azji, razem z nimi stracili ją też ci wszyscy, którzy przy budowie tej pełnili rolę koźlarzy, dźwigających ciężkie brzemię cegieł. Gurkowie nie zadają się z miejscową ludnością, samotnie spacerują ulicami kolonii koronnej. Jedni są zdania, że to Gurkowie stronią od obcych, że czekają na powrót w rodzinne góry, że czują się obco między chińskimi rybakami i robotnikami. Inni są zdania, że to właśnie miejscowa ludność postawiła niewidzialny mur między sobą a Gurkami, że gardzi Azjatami, którzy z rozkazu białego mają strzec jego starego ładu i strzelać do innych Azjatów...

Rozdział następny