Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Teraz opowiadam, jak na widowni pojawia się Lorna...

... oraz kim ona właściwie jest

Na odczycie pustawo. Prelegenta przedstawiają jako wybitnego specjalistę, od 30 lat badającego zagadnienia społeczne kolonii. Pan J. B. Atkinson powiada, że do „łowów na smoka” nakłaniają ludzi w Hongkongu głód, bezdomność i bezrobocie. Mieszkańcy kolonii wydają rocznie 170 milionów dolarów na narkotyki - mowa tu o dolarach USA, gdzie indziej bowiem podaję wszystko w dolarach Hongkongu, których 5,71 można było kupić za jednego dolara USA, kiedy byłem w kolonii.

Wywody medyczne pomijam. Mówca cytuje „Białą Księgę" opublikowaną przez urząd gubernatora. Z 18 353 skazanych w jednym roku na więzienie - 9 873 to ci, którzy popełnili przestępstwa „narkotyczne”. Co dwunasty mieszkaniec kolonii a co czwarty dorosły mężczyzna jest narkomanem. Surowce są szmuglowane do kolonii, ponad połowa skonfiskowanych zapasów pochodziła z Bangkoku. Opium przerabia się na heroinę; ponieważ eter stosowany przy produkcji można z dala wyczuć, więc tajne przetwórnie lokuje się najczęściej na najwyższych piętrach domów, aby utrudnić wykrycie. Inne chemikalia stosowane przy wyrobie heroiny są też łatwo zapalne i sporo przetwórni „wpadło” podczas pożaru lub wybuchu aparatury.

Policja zatrudnia 527 mężczyzn i kobiet wyłącznie przy zwalczaniu handlu narkotykami. Osiem kutrów policyjnych krąży po wodach terytorialnych, gdyż szmuglerzy zrzucają opium ze statków w opakowaniach wodoszczelnych, które następnie wyławiane są przez szybkie motorówki szmuglerów. Bardzo przydatne są psy, które węchem wykrywają opium. Podczas jedenastogodzinnej rewizji na statku przybyłym z Bangkoku znaleziono morfinę, która pokryłaby legalne zapotrzebowanie kolonii na ten narkotyk na 40 lat! Co tydzień aresztuje się w Hongkongu dwustu handlarzy narkotyków. Słabym pocieszeniem jest fakt, że istnieje na świecie jedno miasto, gdzie heroinę jeszcze łatwiej jest nabyć niż w Hongkongu. Miasto to nazywa się Nowy Jork.

Po odczycie obiad w restauracji. Między gośćmi poruszenie. Okazuje się, że ten tajemniczy „niż tropikalny” od wczoraj przybrał bardziej konkretne kształty. Jest tajfunem, nazywa się Lorna. Wędruje po Oceanie Spokojnym, ostrzeżenia dla dżonek jeszcze nie ma, ale Królewskie Obserwatorium zapowiada regularne komunikaty. Lorna pilnowana jest przez samoloty amerykańskiej służby meteorologicznej obsługującej Siódmą Flotę i bazy wojenne na Okinawie, Iwo-dzi-mie oraz na macierzystych wyspach japońskich. Dokąd zawędruje?

Za wcześnie dziś jeszcze, aby powiedzieć, czy tajfun, zrodzony gdzieś na Oceanie Spokojnym - uderzy w Hongkong, czy też ominie to i tak doświadczone już przez los miejsce. Zatoka, gdzie chronią się dżonki i sampany przed tajfunem - nadal pusta, alarm nie został zarządzony. Nie wiadomo, czy Lorna przyjdzie na spotkanie - czy też może wybierze się gdzie indziej?

Nim nie wypowie się Królewskie Obserwatorium i służba meteorologiczna Siódmej Floty Stanów Zjednoczonych - można domysły wspierać obserwacją zachowania ludzi i zwierząt. Znawcy tych spraw w Hongkongu twierdzą, że kiedy ludzie mają skłonności do zapaści oraz bezsenności i gdy notuje się więcej niż przeciętnie samobójstw, gdy zwiększa się liczba zapomnianych w autobusach i taksówkach przedmiotów, gdy dawno stosowane i znane leki mają raptem nieoczekiwane działanie uboczne na pacjentów, gdy dzieci wykazują zdwojoną skłonność do niszczenia i wybryków chuligańskich - to znaczy, że tajfun nadchodzi. Gdy psy rzucają się na przechodniów i wyruszają na samotne wędrówki - to też jest argument, nakłaniający do ostrożności.

Najprostsze byłoby naturalnie obserwowanie barometru - ale wspomina się tu pewnego sceptyka, który, rozzłoszczony niebywałymi skokami barometru przy pięknej pogodzie - odniósł ów przyrząd pomiarowy do sklepu. Gdy wrócił po złożeniu reklamacji na jakość barometru - nie zastał już swego domu. 

Rozdział następny