Lucjan Wolanowski
SmodCMS

Zabawki doktora Mabuze

Finał tej całej sprawy rozegrał się na sali sądowej w Warszawie. Było to w pierwszym okresie po wyzwoleniu, kiedy nikt nie miał czasu ani ochoty, by pieszo brnąć przez ruiny getta do gmachu sądów na Lesznie. Na sali było zaledwie kilka osób. Trzy młode dziewczyny na lawie oskarżonych miały odpowiadać za najcięższe przewinienia: praca dla gestapo - zdrada własnego narodu. W toku ich zeznań stało się dla każdego jasne, że główny przestępca jest nieobecny na sali...

Miał sklep z zabawkami na Tamce. Przedsiębiorstwo to zostało jednak przezeń stworzone tylko jako parawan. W istocie bowiem prawdziwymi jego zabawkami były kobiety. Było ich bardzo wiele, wiedziały o sobie wszystkie nawzajem, ale mimo to żadna nie zdobyła się nigdy na decyzję rozstania. Ślepe w swej miłości umiały jednak patrzeć bystro na otoczenie, na Polskę, kiedy jemu było to potrzebne. Jemu zaś było istotnie potrzebne, ponieważ był szefem słynnej F III, czyli niemieckiego kontrwywiadu na cały obszar „Ost”.

Jego prawdziwego nazwiska nie dowiemy się pewnie nigdy, wobec swych podwładnych występował pod pseudonimem „doktora Mabuze” lub „doktora Noska”. Liczył sobie około czterdziestu lat, był bardzo przystojnym, ciemnowłosym mężczyzną o południowym typie urody. Otoczenie swe czarował ujmującym sposobem bycia i błyskotliwą inteligencją. Narodowość? Tę trudno stwierdzić, dziewięcioma językami władał tak biegle, iż niepodobna było ustalić, który z nich był dlań ojczystym. Zabawki swe doktor Mabuze poznawał na plaży nadwiślańskiej lub w kawiarniach okupacyjnej Warszawy. Podbijał je swą urodą, zniewalał osobistym urokiem, aż wreszcie - któregoś wieczoru - patrzył w oczy młodej dziewczyny, kiedy odpoczywali oboje między tańcami w Café-Clubie, i mówił:

- Po co się zastanawiać? Czeka przecież na panią takie wspaniałe życie! Wystarczy tylko powiedzieć - tak.

Doktor Mabuze nie żałował trudu ani kosztów, by zabawki jego miały należyte wykończenie. Polerował je w niemieckich lokalach rozrywkowych, stroił w futra kobiet zamordowanych przez gestapo, puste zaś z natury serca swych lalek wypełniał złotem tak obficie, że nie było już w nich miejsca na żadne ludzkie uczucia ani nawet na grozę śmierci. Trzeba bowiem dodać, że zabawki doktora Mabuze niosły ze sobą śmierć. Ich śladem jechała „buda” gestapo, w której siedzieli ludzie-manekiny o kamiennych twarzach, nie znający innego przykazania nad rozkaz ani innego uczucia prócz nienawiści i pogardy.

Ten kto dal się złapać uśmiechowi zabawek doktora Mabuze, kończył życie w lochach alei Szucha lub w barakach obozu koncentracyjnego. Po każdym wyczynie zabawki wracały do swego twórcy. Jeżeli był z nich zadowolony, to zaszczycał je pochwałą, a kiedy spisały się bardzo dobrze - nocą spędzoną razem w Hotelu Europejskim. Czasami zdarzało się, że zabawki się nieudawały: niekiedy brak im było sprytu, rzadziej - urody, dość, że nie miały wzięcia u klientów. Dbały o renomę swej firmy doktor Mabuze nie miał pobłażania dla takich „braków” - zabawki te szły na śmietnik, zaszyfrowany fachowo hasłem „Nacht und Nebel”; po prostu rozpływały się w nocy i mgle.

Po powstaniu doktor Mabuze szybko otworzył swój magazyn żywych zabawek w Pruszkowie. Lalki jego pokazały się w licznych kawiarenkach, które wyrosły jak grzyby po deszczu w podwarszawskich miejscowościach lewego brzegu Wisły. Cieszyły się wzięciem u młodych chłopców w butach z cholewami i wiatrówkach, o wyglądzie pachnącym na milę konspiracją. Czasem lubili oni dać do zrozumienia swym znajomym z kawiarni, że c o ś wiedzą - młodym dziewczętom to tak przecież imponuje. A później, jeżeli sami nie chcieli c z e g o ś konkretnego powiedzieć, to nakłaniano ich do tego znanymi metodami w kwaterach gestapo w Grodzisku czy Skierniewicach. Idąc po takim tropie, jedna z zabawek doktora Mabuze wydala na śmierć pułkownika Daaba w Podkowie Leśnej, wszystkie zaś razem starały się o wykrycie jakiegoś mitycznego podziemnego kabla, który - według informacji doktora – był tajnym łącznikiem między tą miejscowością a Warszawą.

Najzdolniejszej ze swych agentek doktor Mabuze przeznaczył najtrudniejsze zadanie. Miała ona przez prowokację wśliznąć się do podziemnej PPR, aby następnie, dzięki uzyskanym kontaktom, przejść przez front i dostać się na dalekie zaplecze, do miejsca pobytu Wandy Wasilewskiej.

Ostatecznym celem tego wypadu miało być „rozpracowanie” Związku Patriotów Polskich. Tym razem jednak podziemie nie dało się zwieść, a zamiary doktora Mabuze pokrzyżowała zupełnie ofensywa zimowa. Trzy jego zabawki uciekły ze „skracającymi planowo front" wojskami niemieckimi do Pragi czeskiej, gdzie schwytała je grupa radzieckiego kontrwywiadu i wydała Polsce. Doktor Mabuze pozostał nadal nieuchwytny...

W toku rozprawy prokurator Kalinowski czytał urywki z tajnych archiwów AK, dotyczące działalności tych trzech agentek.

„Dnia 8 października 1943 wymieniona widziana była w restauracji «Fregata» w towarzystwie znanego gestapowca Schmidta. Podała mu pod stolikiem jakąś karteczkę. Nazajutrz wieczorem widziana z tym samym w alejach Ujazdowskich, przy siódmej ławce od strony Belwederu. Rozmawiali ze sobą przez trzy minuty, po czym rozeszli się w różne strony”.

W miarę lektury tego kalendarza zbrodni oskarżona blednie i wargi poczynają jej nieznacznie drgać. „Dnia 30 listopada widziana z doktorem Mabuze w Café-Clubie. Dłuższa, ożywiona rozmowa. Miała na sobie futro z popielic i pąsowy kapelusz z francuskiego pilśniu”.

Prokurator przerywa na chwilę czytanie i pyta:

- Czy oskarżona przypomina sobie ten fakt?

Zagadnięta uśmiecha się. Widmo szubienicy zostaje w jej wyobraźni odsunięte na chwilę przez wspomnienie pięknego popołudnia z ukochanym. Może wspomniała swe stroje, może w uszach zaszumiała jej kawiarniana muzyka. Kokieteryjnym miękkim ruchem poprawia sobie włosy. Stworzenie walczące o życie ustąpiło na jeden moment miejsca świadomej swej urody kobiecie.

- Tak, przypominam sobie - miałam wtedy takie futro!

Kogo wtedy wydała? Ach, takiej drobnostki nie mogła sobie przypomnieć...

Lalki doktora Mabuze zostały zepsute. Ta właśnie, która miała iść do kwatery Wandy Wasilewskiej, a która na sali sądowej wspominała z żalem futro - nie ludzi wydanych wrogowi, zginęła na szubienicy. Druga ma przed sobą czternaście lat więzienia. Trzecia została również skazana na długoterminowe więzienie.

Doktor Mabuze może być dumny ze swych zabawek. Pozostały wierne swemu twórcy aż do ostatniej chwili. Mówiły przed sądem, w obliczu śmierci, że był dla nich dobry, że miłość ich dla niego nie znała granic, że był tym jednym jedynym.

Nie wiem, gdzie przebywa w tej chwili doktor Mabuze. Nie wiem, komu teraz zaofiarował swe usługi. Myślę jednak, że pozostał wierny swemu zawodowi. Być może, że wykańcza nową serię zabawek, aby rzucić je na rynek w chwili popytu. Może właśnie w tej chwili, w jakimś bistro, pubie, konditorei czy po prostu kawiarni, patrzy w oczy jakiejś młodej dziewczyny i mówi:

- Po co się zastanawiać? Czeka przecież na panią takie wspaniałe życie! Wystarczy tylko powiedzieć - tak.

„Przekrój” 1-7 II 1948 

Powrót do spisu treści